ROZDZIAŁ 10 "Zdrada"
Długo siedzieliśmy w poczekalni. W końcu przyszedł do nas doktor i
oznajmił, że z Rexem już lepiej. Poczułam jak kamień spadł mi z serca.
Ku zdziwieniu mojemu i całej reszty Caesar przytulił mnie. Nie
wiedziałam co jest grane.
Czy on się we mnie zakochał? Przez jeden głupi pocałunek? Nie. Nie głupi... cudowny... Rozmarzyłam się. To niedobrze. Co się ze mną dzieje?
Caesar puścił mnie. Jeszcze tego samego dnia zabrali Rexa do
Providence. Oczywiście ja musiałam przekazać Van Kleissowi złą
wiadomość. Wściekł się, ale to mnie kompletnie nie obchodziło. Miałam
własne sprawy. Poszłam do Providence. Stanęłam przed wejściem, ale
agenci nie chcieli mnie wpuścić. Nagle z budynku wyszedł Caesar.
- Wszystko w porządku. Zaprosiłem ją tu. - Weszłam do środka.
- Dzięki. - Powiedziałam. - I jak on się czuje?
- Już lepiej. Chcesz się z nim zobaczyć?
- To może poczekać. Chcę z tobą o czymś porozmawiać. - Zadzwonił jego telefon.
-
Zaczekaj. - Odebrał. - Jade? Tak, Rex był w szpitalu. Nie czekaj,
lepiej nie... - Chyba rozłączyła się, bo Caesar schował telefon. - O co
chodzi?
- O ten pocałunek... ja...
- Pogadamy o tym kiedy indziej dobra? Serio. Mam dużo większy problem.
- A kiedy pogadamy?
-
Dzisiaj po południu, jak tylko załatwię swoje sprawy. - Był
zdenerwowany. Pocałowałam go w policzek i poszłam do Rexa. Leżał na
łóżku.
- Hej... - Szepnęłam. - Jak się czujesz?
- Już trochę lepiej. Czemu tu przyszłaś?
- Rex, nie kłóćmy się. Nie będę cię już zmuszała. Możesz odejść od Van Kleissa.
- Żeby wysadził w powietrze wszystkich, których kocham?
-
Nie, Rex... muszę ci coś wyznać. To była ściema. - Wypaliłam. Obiecałam
Van Kleissowi, że nic nie powiem Rexowi, ale ja po prostu dłużej tak
nie mogłam. - On to zmyślił.
- Czemu mi tego nie powiedziałaś?! - Usiłował wstać. Przycisnęłam go do łóżka.
-
Przepraszam, Rex. Proszę, musisz odpoczywać.- Poddał się. - Poza tym
jest coś o czym muszę ci powiedzieć... Wczoraj w szpitalu... - Przerwał
mi.
- Zaczekaj. Najpierw ja. Przepraszam cię.
- Co?
- Przepraszam. Nie powinienem tak na ciebie naskakiwać.
- Rex, ja... - Chciałam mu powiedzieć o wszystkim.
- Nie chcę się z tobą kłócić. Nienawidzę naszych kłótni. Nie umiem się z niczego cieszyć, kiedy nie jestem pogodzony z tobą.
- Rex, przestań.
- Nie. Jestem idiotą. Powinienem z tobą porozmawiać, a nie cię oskarżać. Ty byś mnie nigdy nie zraniła. Teraz to wiem.
- Tak... nigdy. - Zgodziłam się.
- To co takiego chciałaś mi powiedzieć?
- Nic ważnego. - Stchórzyłam.
- Nie dokończyłaś. Co wczoraj w szpitalu?
- Eee... Holy oddała dla ciebie krew. - Wypaliłam.
- To już wiem.
-
Leż, Rex. Musisz odpoczywać. Prześpij się. - Poszłam do siebie. O 14:30
weszłam do pracowni Caesara. Nic się nie odezwałam. Miałam cichą
nadzieję, że jeśli spróbuję z Caesarem, a potem z Rexem to ułatwi mi to
wybór. To co zobaczyłam, sprawiło, że miałam ochotę wydrapać oczy
pewnej osobie.
Caesar opierał się o biurko, a na wprost niego stała dziewczyna. Coś
mówiła, ale w pierwszym momencie nie zrozumiałam o co jej chodzi. "Może to jego kuzynka... błagam niech to będzie jego kuzynka..." Podeszłam bliżej nadal się chowając. Caesar wróci do swoich zajęć.
file:///D:/laska%20na%20bloga.bmp
- Jade, mam dużo pracy. - Oznajmił.
- Caesarku, porozmawiajmy. - Prosiła.
- Miałaś mnie tak nie nazywać. Wiesz, że nie lubię kiedy ktoś zdrabnia moje imię.
- Wybacz, kochanie. Weź daj mi szansę.
- Rozstaliśmy się sześć lat temu.
-
No wiem. Ale ja cię... zrozum, że zależy mi na tobie. - Gdy to
usłyszałam miałam ochotę jej przywalić. A tego, że ona go pocałuje to
już się kompletnie nie spodziewałam. Odepchnął ją.
- Jade, nic z tego nie będzie. Daj mi wszystko przemyśleć, dobrze?
-
Dobrze. - Przytuliła go, a on pogłaskał ją po plecach. Wyszła. - Masz
gościa. - Powiedziała. Zauważyła mnie, więc wyszłam z ukrycia. Gdy
zniknęła za zakrętem korytarza, podeszłam do Caesara.
- Czy ty... widziałaś co się tu...
- Tak. I nie mogę uwierzyć.
- W co?
- Nieważne. Chciałam ci coś powiedzieć, ale to już nieaktualne.
-
Ok. Boże, jaka ona jest natrętna. Próbowałem już wszystkiego. Próśb,
wrzasków, pisałem listy, ignorowałem jej telefony. Normalnie pozbyć się
jej nie mogę.
- To... ty jej nie kochasz?
- Kiedyś ją kochałem. Ale teraz, chyba już nie.
- Uff... kamień spadł mi z serca. - "Boże, powiedziałam to na głos". Modliłam się żeby tego nie słyszał.
- A to niby dlaczego?
- Eee... ale co? O co chodzi? - Udawałam.
- Powiedziałaś, że kamień spadł ci z serca. Dlaczego?
- Ja tak mówiłam?
- Tak, przed sekundą.
- O... no tak. Chodziło mi... Bo już nie musisz cierpieć z jej powodu,... bo z nią nie jesteś... w związku... - "Dlaczego wydałam z siebie ten głupkowaty śmiech na końcu?"
-
Lubię kiedy się śmiejesz. - Przyznał, a ja spaliłam buraka. Odstawił
probówki. - Dobra z ciebie koleżanka. - Posmutniałam. - Znaczy nie. Nie
koleżanka, może raczej przyjaciółka.
- Przyjaźń od miłości dzieli tylko jeden krok. - Powiedziałam.
- Co?
- Caesar, mogę ci się do czegoś przyznać? - Spytałam. "Powiem mu. Raz kozie śmierć. Co to już nie można kochać dwóch osób jednocześnie?"
- Pewnie.
- Bo... ostatnio czuję się trochę jakbym grała w filmie.
- Aha... - Skołował się.
- A konkretnie w "Zmierzchu".
- No.
- I... czuję się trochę jak Bella.
- Ale uczucie Belli było rozdarte, pomiędzy dwóch chłopaków.
- Właśnie.
- I?
- Tylko, że w tym filmie tymi chłopcami są bracia. - Wyjaśniłam. - Pamiętasz jak to było?
-
Bella kochała Edwarda, ale przyjaźniła się z Jacobem. Jego też kochała
na swój sposób. Nie mogła się zdecydować, którego wybrać. Lecz po
dłuższym czasie wybrała Edwarda. - Powiedział, a ja wsłuchiwałam się w
każde słowo. Jego głos był dla mnie jak muzyka.
- Rozumiesz? - Spytałam.
- Nie bardzo. - Przyznał.
- Ych... Rex i ty. Wy jesteście jak Edward i Jacob. Ja jestem Bellą. Rozumiesz co chcę ci powiedzieć?
- Tak. Zakochałaś się we mnie, ale nie zapominaj o jednej rzeczy. Bella musiała wybrać. Wybrała Edwarda, swoją pierwszą miłość.
- Wiem, ale...
- Przykro mi. Ale tym filmie, to raczej ja gram rolę Jacoba. I tak powinno zostać. - Ruszył do drzwi.
-
Ale Bella zawsze kochała Jake'a i dlatego... okazała mu co do niego
czuje. Pocałunkiem. - Podeszłam do niego i zatopiłam swoje wargi w jego.
Nie wyrywał się. Po chwili oderwał się ode mnie.
- Jacob został sam, a Bella była szczęśliwa razem z Edwardem. Żałował, ale nie mogli być razem.
- Ale Caesar...
- Jesteś dziewczyną Rexa.
-
Tak, ale ciebie też kocham. - Powiedziałam i podeszłam do niego.
Położyłam jego dłonie na swojej talii, a sama uwiesiłam mu się na szyi. -
Pocałuj mnie.
- Nie mogę.
- Pocałuj mnie, Caesar...
- Ok... - Szepnął i pocałował mnie. Zastanawiałam się "czy dobrze robię?"
Zatracałam się w tym uczuciu, a ono rosło z każdą chwilą.
Odwzajemniałam jego namiętne pocałunki. Nagle drzwi od pracowni
otworzyły się i do środka weszła Holiday.
-
Co się tutaj dzieje?! - Przestraszyła się. Oderwaliśmy się od siebie i
zaczęliśmy się przekrzykiwać. Oskarżaliśmy się nawzajem. - Jak możecie
to robić Rexowi?
- Ja... - Zaczęłam.
- Ale... - Zaczął Caesar. - Rebecco, posłuchaj. Nikt nie może się o tym dowiedzieć.
- A Rex? - Spytała.
- Zwłaszcza Rex. Proszę cię.
- Zamierzacie go oszukiwać?
- Nie. to się już nie powtórzy. Proszę cię. - Chwycił jej ramiona.
-
Dobrze. - Westchnęła. - Ale prędzej czy później on i tak się o
wszystkim dowie. Może nie ode mnie ale na pewno się dowie. Kłamstwo ma
krótkie nogi. - Wyszła.
- Chyba... też powinnaś już iść. - Powiedział, a ja posłusznie opuściłam pracownię.
Kocham ich obu. Jak miałam wybrać? Jestem nastolatką. Czy Caesar nie rozumie że tak samo jak każdy marzę o miłości?
Kocham Rexa, ale jego też darzę uczuciem. Otworzył się przede mną i ja
potrafię otworzyć się przy nim. Siedziałam w swoim pokoju. Był
wieczór, gdy nagle ktoś wszedł przez drzwi.
- Caesar? - Zdziwiłam się.
- Ćśśś... - Zamknął je i podszedł do mnie. - Circe, ja chciałem... - Szeptał. - Chciałem cię przeprosić. Kłamałem.
- Kiedy?
- Bella kochała Jacoba, a on kochał Bellę. Tylko, że to raczej ona nie chciała przyznać co do niego czuje.
- Hę?
-
Nie będę ukrywał. Darzę cię pewnym uczuciem. - Podszedł do mnie. - Czy
ty także coś do mnie czujesz? - Zapytał, a ja przełknęłam ślinę.
- T-tak... - Wydukałam. Potem dałam się ponieść chwili. Pocałowaliśmy się, a potem sama nie wiem dlaczego... poszliśmy do łóżka.
Rano gdy się obudziłam było około 8:00 rano. Caeasar kończył się
ubierać. Spojrzał na mnie smutno, potem tak jakby był na mnie zły i
wyszedł. Ja czułam się zagubiona. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Z
jednej strony podobała mi się ostatnia noc, gdy był przy mnie, a z
drugiej nie mogłam znieść faktu, że to ja w "tym filmie" jestem czarnym charakterem. Przyłożyłam głowę do poduszki i zaczęłam cicho płakać.
W tej historii jest za dużo scen miłosnych.
OdpowiedzUsuń