ROZDZIAŁ 16 „Ucieczka”
Siedziałem na środku pokoju.
Głowę schowałem w kolanach. Nie miałem ochoty nikogo widzieć. Poza tym
byłem zły. Zły na siebie za to, że nakrzyczałem na Holy i na Szóstego.
Wstałem i poszedłem do centrum dowodzenia. Schowałem się za ścianą, gdyż
zauważyłem, że moi przyjaciele rozmawiają… o mnie. Byłem ciekaw co tak
naprawdę o mnie myślą.
Circe przytuliła Caesara, a Holiday uśmiechnęła się. Więc
ona tak bardzo mnie kocha. Zapewniała, że tak jest, a tymczasem dalej
mnie zdradza. I jeszcze chciałaby dostać drugą szansę? Nie ma mowy. Pomyślałem.
- Jesteś pewny, że Rexowi to się spodoba? – Spytała Circe.
- Nie wiem, ale tymczasowy brak
treningów na pewno go ucieszy. – Powiedział mój hermano. – A poza tym
ten nowy jest lepszy. Między innymi zna triki, których Rex nigdy się nie
uczył.
- On… – Zaczęła Holiday.
- Co, „on”?
- Gdzie będzie tymczasowo? Nie mamy miejsca.
- Piwnica jest wolna. Powinno mu się tam spodobać. – Rzekł Caesar.
- Kompletnie zapomniałam. No to kiedy powiemy Rexowi?
- Sam się domyśli. – Powiedział Szósty. – Poza tym założę się, że sam stwierdzi, że ten nowy jest lepszy.
Oni chcą się mnie pozbyć. Czasami sprawiam problemy, ale czy nic dla NICH nie znaczę? Pobiegłem
do swojego pokoju. Wyjąłem walizkę i spakowałem się. Następnie
napisałem pożegnalny list. To pomogło mi rozładować część emocji, poza
tymi które rozładowałem wcześniej na łóżku. Napisanie wiadomości zajęło
mi jakieś piętnaście do dwudziestu minut, gdyż musiałem odpowiednio
dobrać słowa. Chwyciłem walizkę i po cichu wymknąłem się z bazy.
Zmiana narracji ~ Circe
Cieszyłam się na myśl o tym, że
to ja mam powiedzieć Rexowi o niespodziance. Z Caesarem pracowaliśmy
całą noc, aby zbudować nowy sprzęt do sali treningowej. Dodaliśmy także
kilka ulepszeń. Cztery godziny agenci montowali nowe urządzenia. Nie
byłam pewna czy Rex ucieszy się z tego prezentu, ale mimo to poszłam po
chłopaka. W pokoju zastałam tylko łóżko złamane w połowie, oraz kartkę i
długopis na stoliku. To był list. Sparaliżowało mnie, gdy go
przeczytałam. Szybko pobiegłam do laboratorium. Zastałam tam Agenta 6,
doktor Holiday, Caesara i Beverly.
- Rex chyba uciekł. – Oznajmiłam zdyszana niosąc w ręku list.
- Często nam to robi. Spokojnie. Wróci. – Powiedział „zielony”
- Nie. Tym razem sprawa jest poważna. Posłuchajcie. – Rozłożyłam kartkę.
- Co to jest? – Spytała Holy.
- List od Rexa.
- Co?
- Posłuchajcie co napisał. –
Zaczęłam czytać. Nie pomijałam niczego. Nawet tych pokreślonych zdań i
hiszpańskich słów z których nie rozumiałam nic poza „Lo siento”:
Kochani!
Piszę do Was, bo… chcę Was prze
(nie będę udawał) Piszę, bo nie mam ochoty Was widzieć. Na początku
chciałem się z Wami pogodzić i powiedzieć ile dla mnie znaczycie.
Teraz
zorientowałem się, że to bez sensu. Skoro ja nic dla Was nie znaczę, to
raczej nie powinniście się zbytnio przejąć moim ODEJŚCIEM.
Po chwili namysłu stwierdziłem, że jednak muszę powiedzieć „Lo siento”. Głównie dlatego, że byłem tak ogromnym PROBLEMEM. Nigdy tego nie chciałem… Nie chciałem być dla Was obciążeniem.
Holy,
zawsze byłaś dla mnie wsparciem. Gdy nie dawałem sobie z czymś rady,
pomagałaś mi jak tylko mogłaś. I za to będę Ci dozgonnie wdzięczny. Lecz
nigdy nie spodziewałem się, że aż tak źle o mnie myślisz. Wiem,
że będę bardzo tęsknił za twoim głosem i „matczyną” troską. Nie mogę
uwierzyć, że to już koniec. Nigdy więcej nie będę mógł Cię zobaczyć, ale
może tak będzie lepiej.
Szósty,
Ciebie zawsze traktowałem jak ojca. Lub ładniej ujmując „tatę”. Pomogłeś
mi wyjść na prostą. Nie wiem jak poradzę sobie bez Twoich rad. Czasem nie odpowiadały mi niektóre rozwiązania, ale wiedziałem, że to dla mojego dobra.
Dzięki tobie zrozumiałem, że ludzie mogą się zmienić. Nie zawsze na
lepsze. Dopiero dzisiaj dowiedziałem się, że człowiek w końcu powraca na
drogę, którą szedł od początku. Nie sądziłem, że w ogóle Ci na mnie nie
zależy, ale taka jest prawda, mimo że to boli.
Circe, nie wiem co mam Ci powiedzieć. Chyba tylko tyle, że Cię kocham i będę z Tobą bardzo tęsknił.
Raz jesteś ze mną, raz przeciwko mnie. Raz mówisz, że mnie kochasz, a
innym razem, że nie chcesz mnie znać. Już Ci nie wierzę. Lecz cały ten
ból, który odczuwam z Twojej winy, sprawi tylko, że będę silniejszy.
Skoro ty grasz na dwa fronty, ja także mogę. Mogę uciec i być szczęś szczęśliwy z kimś innym. Okłamywałaś mnie praktycznie non stop. Moje uczucie do Ciebie jest silne, ale chyba
umiem przezwyciężyć tę żądzę. „Jak?” Ponieważ wiem, że jest gdzieś
ktoś, kto naprawdę mnie kocha. Potrafię bez Ciebie żyć. Tak sądzę. Nie
potrafię Ci jednak wybaczyć tej zdrady. Pewnie zdradzałaś mnie z nim
już wcześniej, a tę historyjkę ze szpitalem, wymyśliłaś na potrzebę
chwili. Moje „Te amo” nic nigdy dla Ciebie nie znaczyło. Bawiłaś się
mną. To była tylko brudna gra.
Beverly, co do Ciebie nie mam zastrzeżeń. Byłaś naprawdę najlepszą koleżanką przyjaciółką jaką można mieć. Żałuję, że muszę Cię zostawić. Serce mi pęka, gdy myślę, że już nigdy więcej się nie zobaczymy. Mam nadzieję, że nie pomyślisz o mnie źle. Ja po prostu nie mogę tak dłużej żyć. Nie dam rady.
Que no
entiendo dlaczego się tak zmieniliście. Chciałbym żeby było jak dawniej,
ale skoro „Esta nueva” jest lepszy niż ja, to mogę Wam tylko życzyć…
buena suerte. Proszę Was nie szukajcie mnie. Pewnie nawet nie będziecie próbować, ale
Ponieważ nie podoba mi się pomysł mieszkania w piwnicy. Dla nas
wszystkich będzie lepiej jeżeli zniknę. Może kiedyś w dalekiej
przyszłości Nasze drogi się zejdą, ale na razie musimy się pożegnać. Chociaż to pewnie i tak Wam nie robi różnicy. Jeszcze raz przepraszam za wszystkie problemy i za moje durne szczeniackie zachowanie. Za wszystkie błędy, które popełniłem. Ale zrozumcie… ja przecież nie mam rodziny. Wy nią byliście… przynajmniej tak myślałem. Kocham Was i tęsknię całym sercem.
Rex
P.S. Caesar, nie potrafię zrozumieć tego co zrobiłeś. Somos hermanos. Ja bym Cię nigdy tak nie zranił. Nie potrafiłbym.
W
moich oczach pojawiły się łzy. Wybiegłam z płaczem. Czuła, że mój świat
się zawalił. Nie wiedziałam co mam robić. Pierwsze co przyszło mi do
głowy to, to że muszę znaleźć Rexa. Powiedzieć mu jaka jest prawda. Ale co ja mogę? Usiadłam
pod ścianą na korytarzu. Podłoga byłą bardzo zimna. Nagle poczułem
czyjąś obecność. Ten ktoś usiadł obok mnie. Wtuliłam się mimowolnie w
jego ramiona. Zaszlochałam.
- Ja… nie chciałam tego… – Wydukałam przez łzy.
-
Wiem… ja też nie. To nie twoja wina. – Usłyszałam głos Caesara.
Położyłam głowę na jego torsie. Przytulił mnie mocno do siebie.
- To przeze mnie.
- Nie. To ja do Ciebie przyszedłem. To się… – Wtedy przez łzy ujrzałam zamazaną postać Tori. Pojawiła się tuż przed nami.
- Caesar musimy… Co się stało? – Spytała zmartwiona. – Czemu płaczesz?
- To nic… – Szepnęłam puszczając Caesara i ocierając łzy.
- Dlaczego płaczesz? – Upierała się. Wstaliśmy z podłogi.
- Miałaś chyba jakąś sprawę do Caesara. – Zauważyłam.
- Tak, ale to może zaczekać.
- Dobra. – Skapitulowałam. – To przez Rexa. Zostawił mnie.
- Co ci zrobił?! Już ja się z nim policzę. Niech ja go tylko dostanę w swoje ręce.
- Nie… Nie rozumiesz. To była moja wina. To ja go zraniłam. – Pochlipywałam pomiędzy zdaniami. – Pójdę do siebie.
- Nie.
Czekaj… Musisz przy tym być. – Poinformowała Tori. Poszliśmy wszyscy na
dach Providence. Usiedliśmy na jego kraju. A że dach budynku był
prostokątny, to siedzieć na nim było bardzo wygodnie. Spuściłam nogi z
jednej strony. – Więc… jest taka sprawa… bo… no… jakby ci to… – Mówiła
Tori zdenerwowana. – Circe.
- Co?
- Ty mu powiedz.
- Ale ja nie wiem o co ci chodzi. Mogę iść się położyć? Źle się czuję. – Spytałam.
- Idź.
– Rozkazał Caesar. Wstałam i weszłam do środka. Tuż przy wejściu
zrobiło mi się słabo. Oparłam się o ścianę i opadłam wzdłuż niej.
Stamtąd miałam idealną pozycję do oglądania całej rozmowy. Poza tym
bałam się, że jeśli wstanę to się przewrócę.
- Słuchaj… tylko się nie denerwuj… – Zaczęła na nowo Tori.
- O co ci chodzi? – Spytał Caesar.
- Pamiętasz jak wtedy w szpitalu powiedziałam ci o tych bliznach?
- No jasne. Nie da się zapomnieć. To jest moja tajemnica i nie powinnaś o nich wiedzieć.
- To się stało kilka lat temu, prawda?
- Skąd wiesz?
- I zrobiły ci to dwie dziewczyny z maczetami w dłoniach.
- Dobra, teraz zaczynam się bać.
- Caesar… to…
- Co?
- To ja byłam tą dziewczyną. Tą, która zadała pierwszy cios.
- Co?! – Wstał energicznie. Ona również.
- Przepraszam. Ja… naprawdę nie chciałam…
- Nie wyglądało to na wypadek. Wiesz, że dotąd pamiętam ten przeszywający ból? – Robił jej wyrzuty. Co ta idiotka wyprawia?
- Domyślam się, ale jest mi naprawdę przykro. Przepraszam cię. – Powtarzała.
- Dobrze. Co się stało to się nie odstanie.
- Dziękuję.
- Ale wyjaśnij mi jedną rzecz… – Spojrzała na niego. – Dlaczego? Dlaczego zabijałyście?
- Bo… ech… no dobra. Nasi rodzice opowiedzieli nam o pewnej przepowiedni.
- A co ja mam z nią wspólnego?
-
Bardzo wiele. Jesteś… chodzi tutaj o twoją krew. Mama mi mówiła, że kto
wypije ją podczas pierwszej pełni wiosennej zyska moc większą niż… niż…
zyska nieograniczoną władzę.
- Dlaczego ja?
-
Chodzi o ten eksperyment, który zrobiłeś sobie w wieku dziesięciu lat.
Więcej nie mogę ci zdradzić. Mama by mnie za to zabiła. Dosłownie. Kiedy
powiedziałam to mojej przyjaciółce… – Podniosła nieco bluzkę. Na
brzuchu miała bliznę długości czterech centymetrów. Obciągnęła bluzkę. –
A potem musiałam patrzeć jak Katty ginie… na moich oczach i nic nie
mogłam zrobić… nic… – Na to wspomnienie rozpłakała się. Zakryła twarz
dłońmi. Caesar chwycił jej ręce.
- Wszystko będzie dobrze. Nie płacz. – Pocieszał ją.
Otarł
jej łzy. Spojrzał w te jej zielone oczy. Widziałam, że Tori lekko drga.
Nie wiem czy z płaczu, czy ze zdenerwowania. Odgarnął jej włosy z twarzy
i pocałował ją. Odwzajemniała jego pocałunki. Wsadził jej ręce pod
bluzkę, a ja byłam zmuszona na to patrzeć. Zamknęłam oczy, bo nie mogłam
już znieść tego widoku. Niespodziewanie poczułam, że jedna mała łza
spłynęła po moim policzku. Nagle usłyszałam w głowie głos Rexa: „To mogliśmy być my, ale ty to zniszczyłaś… zniszczyłaś… zniszczyłaś…”. Jego głos oddalał się z każdą chwilą, aż po chwili ucichł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz