ROZDZIAŁ 21
Holiday
Weszłam do środka. Czułam się okropnie. Mężczyzna którego kochałam tylko się mną bawił. Brzydziłam się swoim dawnym uczuciem do niego. Byłam wściekła, ale szczera rozmowa z Rexem podniosła mnie nieco na duchu. Nie wierzyłam, że moje życie bez Szóstego ma jeszcze jakikolwiek sens. Mimo wszystko musiałam spróbować. Zaczęłam się zastanawiać co zrobiłaby ta dawna Rebecca. Ta bezmyślna szesnastolatka.
Szłam korytarzem mijając wielu agentów. Spoglądali na mnie jakoś dziwnie. Miałam wrażenie, że coś przeskrobałam. Spuściłam wzrok i patrząc w podłogę szłam przed siebie. Widziałam biel posadzki. To była jedyna biel jaką widziałam w tamtym momencie. Czułam, że wpadłam w jakąś wielką pustkę. Po chwili przestałam czuć ból, który dotychczas przeszywał moje serce. Zastąpiła go chęć zemsty.
Szósty był w tamtym momencie moim największym wrogiem. Zapragnęłam żeby cierpiał. Tak straszliwie jak ja. Miałam nadzieję, że uda mi się nawet doprowadzić go do płaczu. Weszłam do swojego pokoju i spojrzałam na biurko. Leżała na nim pusta, przezroczysta strzykawka. Wzięłam ją do rąk i wpadłam na pewien pomysł. Przypomniałam sobie o kimś, kto mógł mi pomóc. To był jedyny facet... chociaż może nie facet... małolat, który zgodziłby się zrobić coś takiego.
Wyjęłam z szafy okurzone, brązowe, kartonowe pudełko. Otworzyłam je i wyciągnęłam z niego czerwoną, obcisłą, bardzo krótką sukienkę bez ramiączek. Miała usztywniony biust więc nie musiałam nakładać stanika, co mnie bardzo cieszyło. Zdjęłam z siebie ciuchy, a gdy zostałam w samych majtkach ubrałam tę ognistą kieckę. Pasowały do niej moje czarne kozaki, dlatego w nich zostałam. Pomalowałam oczy czarną kredką i brązowym cieniem do powiek. Na usta nałożyłam swoją niemal bordową szminkę, a następnie kilka razy psyknęłam perfumą na szyję i rozpuściłam włosy.
W znakomitym nastroju poszłam do laboratorium. Byłam pewna, że mój plan powiedzie się w stu procentach. Niespodziewanie natknęłam się na Caesara. Spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami i rozejrzał się po pomieszczeniu. Oprócz nas nikogo tam nie było. Uśmiechnęłam się.
- Nie wiesz gdzie jest Szósty? - Zapytałam.
- U-u mnie w la-laboratorium. - Odpowiedział. Widziałam, że jest zakłopotany.
- A Rex?
- A po co ci Rex? - Zdziwił się.
- Po prostu mam do niego sprawę. - Caesar starał się patrzeć mi prosto w oczy, lecz wzrok cały czas uciekał mu w kierunku mojego dekoltu.
- A jaką sprawę konkretnie? - Jego dociekliwość zaczynała mnie już trochę irytować.
- To... osobiste. - Schowałam ręce za plecami. - Em... co porabiasz?
- Przeglądam twoje notatki. Twoja teoria dotycząca zachowań evo jest fascynująca. - Zachichotałam, bo to chyba był komplement.
- Cóż... dziękuję. - Po tym zapadła między nami cisza. Od czasu do czasu Caesar spoglądał na mnie. A konkretniej na mój biust, chociaż udawałam, że tego nie widzę. Na szczęście po pięciu minutach przyszedł Rex. Był jakiś nie w humorze. Odwróciłam się do niego energicznie, zalotnie zarzucając włosy do przodu.
- H-holy wyglądasz... inaczej... - Spojrzał na brata. Później zaczął się rozglądać po pomieszczeniu. Chyba starał się na mnie nie patrzeć.
- Czy coś się stało? - Zapytałam z troską.
- Nie, nic... - Chłopak obejrzał się za siebie. W naszym kierunku szedł Szósty. Nie mogłam stracić takiej okazji. Przyciągnęłam chłopaka do siebie i usiadłszy na biurku zaczęłam głaskać jego dłonie.
- Nie martw się. Mnie możesz powiedzieć.
- J-ja, ja, ja, ja, ja... - Zająkał się chłopak i chwyciwszy mnie za małe palce, "odłożył" moje dłonie na biurko.
- Cio się stało? Nie chcieś się źe mną pobawić? - Zapytałam głosem jakim mówi się do małych dzieci. Bardzo mi się spodobało, że Szósty stanął obok mnie.
- Nie ja... - Rex spojrzał na swojego opiekuna. - Pomóż... - Szepnął dosyć głośno.
- Przestań. Holiday chce się tylko popisać. Mnie już przeszło. Nie pociąga mnie jak kiedyś. - Odpowiedział mu "gość w zielonym garniturku". Caesar wstał z krzesła wyraźnie zdziwiony..
- Pozwolicie, że się oddalę. - Wziął notatki i wyszedł. Byłam wściekła. Jeśli kiedyś go "pociągałam", to w tej sukience powinnam wywrzeć na nim jeszcze większe wrażenie. A on potraktował mnie jak pierwszą lepszą.
- Ja chcę się popisać? Niby po co? - Zapytałam ironicznie.
- Żeby wzbudzić we mnie zazdrość. - Wyjaśnił Szósty. Było mi głupio, że tak łatwo mnie rozgryzł. - Idę do siebie.
- Nie, czekaj... po co miałabym wzbudzać w tobie zazdrość?
- No właśnie... Sama mi powiedziałaś, że dla ciebie nie istnieję. Dlaczego miałabyś znaczyć coś dla mnie? Zwariowałaś jeśli myślałaś, że to się uda. Mam być zazdrosny o małolata? Chyba sobie kpisz.
- Ej! - Wtrącił chłopak wyraźnie urażony określeniem "małolat".
- Ty chyba sobie kpisz. - Odpowiedziałam.
- Nie. Kpiłem sobie, kiedy mówiłem, że coś do ciebie czuję. - Wyszedł z pomieszczenia nawet nie dając mi szansy na to żebym mu jakoś odpowiedziała. Miałam dość. Korzystając z okazji zrobiłam Rexowi kilka badań. Gdy "zniknął" popłakałam się. Wycierałam łzy lekko, by się nie rozmazać.
Zbliżał się wieczór. Po skończonej pracy poszłam do laboratorium Caesara, gdzie zastałam Szóstego przy stole. I tak już się go bałam. Wiedziałam, że był kiedyś seryjnym zabójcą, ale jego zachowanie przez ostatnie kilka dni przepełniało moje złamane i utęsknione serce bólem i bojaźnią. Weszłam w stan walki we własnym ciele i umyśle. Z jednej strony chciałam się zemścić na tym dupku, a z drugiej tak cholernie go kochałam.
Uznałam, że pierwsza opcja jest lepsza. Poza tym dawno podjęłam decyzję i zaczęłam już wprowadzać swój plan w życie. Nie mogłam się wycofać. Po cichu wymknęłam się do łazienki, by jeszcze raz sprawdzić makijaż. Siedziałam tam chwilkę, bo musiałam go nieco poprawić. Gdy wyszłam zobaczyłam Rexa podążającego korytarzem.
- Hej. - Powiedziałam i uśmiechnęłam się niewinnie. Czułam, że po tym co się stało w laboratorium, trochę się mnie obawia.
- Hej, Holy. - Cofnął się nieco.
- Nie bój się. Przecież cię nie ugryzę. - Oznajmiłam. - Potrzebuję twojej pomocy. - Z twarzy chłopaka zniknęło przerażenie, a pojawiła się powaga. - Chodzi o Szóstego.
- Też zdążyłaś go zobaczyć?
- Nie rozumiem. - Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy, to taka że Szóstemu coś się stało, co mnie naprawdę przeraziło. Szybko ją odtrąciłam.
- Na dzisiejszym treningu pokonałem go sześć razy z rzędu, no i zapomniał zabrać swoje maczety. A w dodatku zaczyna pleść jakieś bzdury o sensu życia, nienawiści miłości... No i powiedział mi, że kobiety zakłócają aurę, czy coś tam.
- Czyją aurę? - Zdziwiłam się. Ten mężczyzna już nie był taki jak kiedyś.
- A skąd ja mam wiedzieć? Ja nawet nie wiem co to jest...
- Aura to... - Zaczęłam, ale przerwał mi.
- I nie mam ochoty się dowiadywać. To jakaś głupota. - Oznajmił zakłądając ręce.
- Chociaż ten dzieciak jest jaki był... - Mruknęłam do siebie.
- Co? - Widać wystarczająco głośno, by mój rozmówca usłyszał.
- Nic, nic. Rex, posłuchaj ja...
- A właśnie. Chyba miałem ci w czymś pomóc.
- Nie trzeba. - Postanowiłam sobie odpuścić. Nie mogłam w to uwierzyć, ale Szósty chyba cierpiał i to przeze mnie. Zrobiło mi się go żal.
- Nie, no coś ty. Chętnie ci pomogę. O ile tylko nie chodzi o pogadankę z Szóstym, bo tego już próbowałem i to była strata czasu.
- Nie, no bo ja... potrzebuję cię... bo... no bo Szósty... - Jąkałam się. Nie wiedziałam jak mam mu to wyjaśnić delikatnie i precyzyjnie przy okazji. Byłam zakłopotana. Patrzyłam w podłogę.
- Chcesz żeby Szósty zrobił się zazdrosny i błagał cię o jeszcze jedną szansę. - Tak szybko mnie rozgryzł. Ten chłopak jest bystry, nawet powiedziałabym zbyt bystry. - Powiem ci tylko jedno. To nie jest najlepszy pomysł. Szósty i tak jest przybity. A twoja mała scenka dzisiaj w labo, doprowadziła go na skraj załamania nerwowego. A gdyby on ci wywinął taki numer?
- Nie praw mi morałów, Rex. Wiem co robię. - Byłam wkurzona, że Rex mnie poucza. Za kogo on się uważa? Przeżyłam więcej niż on i wiem co należy robić, a co jest niestosowne. Poza tym "cel uświęca środki" stwierdziłam.
- Serio?
- No weź. Nie pomożesz swojej Holy? - Zapytałam z troską, robiąc słodką minę. Chwyciłam jego dłonie, ale on gwałtownie je zabrał.
- Nie, bo ty już nie jesteś "Moją Holy". - Powiedział oschle, podkreślając przedostatnie słowo. Ruszył dalej korytarzem. Zrobiło mi się bardzo głupio. Pobiegłam za nim.
- Rex, proszę. Pomóż mi... - Chciałam go jakoś przekonać. Zatrzymałam go i pogłaskałam lekko po policzku. Następnie ułożyłam jego dłonie na mojej talii, a swoje na jego klacie. Zaczęłam ją delikatnie masować. - Proszę... - Spojrzałam głęboko w jego ciemne oczy. Był jakby nieobecny. Nagle zauważyłam cel mojej gry. Szóstego. Wydęłam usta do pocałunku i powiesiłam się na szyi Rexa. Przez chwilę myślałam, że chłopak połknął haczyk, bo przejechał palcami po moich pośladkach. Wyglądało na to, że naprawdę chce mnie pocałować. - No szybciej. - Powiedziałam, bo zabierał się do tego bardzo mozolnie, a zależało mi żeby Szósty to zobaczył. Szatyn jakby się ocknął. Wzdrygnął się i szybko mnie puścił. - No całuj. - Rozkazałam. Szósty spojrzał na niego, pokręcił przecząco głową i westchnął ciężko.
- Rex, nie mogę w to uwierzyć. - Rzekł mężczyzna i minął nas.
- Nie. Szósty ja... - Chciał się wytłumaczyć nastolatek, ale jego opiekun zamknął się w pokoju. - Wielkie dzięki.
- Ale sam chciałeś mnie całować. - Usprawiedliwiłam się. - Ja cię o to nie prosiłam.
- Nie prosiłaś?! Wymusiłaś to!
- Rex, nie to... - Chciałam go przeprosić. Sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
- Wiesz co? Wymiotować mi się chce jak na ciebie patrzę. Spadam stąd. - To powiedziawszy ruszył w kierunku drzwi. Obejrzał się tylko raz, posyłając mi gniewne spojrzenie.
"Co ja najlepszego narobiłam?" Rex był na mnie wściekły, ja byłam smutna, a Szósty... nie wiem co mu się stało. W pewnym momencie zaczęło mnie boleć serce. To chyba nie była naturalna przyczyna. Straciłam wszystko na rzecz jednego człowieka. Dosłownie, bo kilka minut później Biały Rycerz wezwał mnie do siebie, abym podpisała wniosek o zwolnienie. To był jakiś koszmar. "W co ja się wpakowałam?!"
o_o niesamowite. Biedny Rex... W sumie stracił ostatnie bliskie osoby... Jak Holiday mogła się nim tako posłużyć?! Kiedy next?
OdpowiedzUsuńT's Falcon Titanium Pan - The T-Shirt - The T-Shirt
OdpowiedzUsuńT'Shirt titanium trim hair cutter reviews T'Shirt T'Shirt T'Shirt T'Shirt T'Shirt T-Shirt. Designed in black, the titanium pans T-Shirt apple watch 6 titanium T-Shirt titanium mountain bikes is a high-quality piece of clothing created for men and titanium welding women alike.$39.00 · In stock