sobota, 9 lutego 2013

ROZDZIAŁ 2

~ Circe ~ 

Zabrali mnie do Providence. Nie cieszyłam się z tego zbytnio, no ale póki Rex będzie przy mnie to ostatecznie mogę się na to zgodzić. Budynek nie wyglądał zbyt ciekawie. W środku też nie było kolorowo. Dosłownie. Wszystkie pomieszczenia były szaro-białe. 

   Agent 6 pokazał mi, który pokój będzie należał do mnie. Wprowadził mnie do niedużego pomieszczenia, które niczym nie różniło się od innych o których opowiadał mi Rex. No może poza tym, że na ścianie miałam telewizor, a na przeciw łóżka, przy ścianie, szafę. Pościel była ciemnoniebieska. "Jedyny kolor który się tutaj wyróżnia" przeszło mi przez myśl. Dostałam od mężczyzny fioletową koszulę nocną, którą ubrałam zaraz po jego wyjściu.

    Pierwsza noc była fatalna. W ogóle nie mogłam zasnąć. Bałam się, że Van Kleiss prędzej czy później mnie znajdzie. Nie czułam się bezpiecznie. Wiedziałam, że szaleniec będzie chciał się zemścić. Tylko jeszcze nie wiedziałam kiedy mam się tego spodziewać i raczej się nie dowiem. Starałam się o tym nie myśleć. Byłam tak zmęczona, że oczy same mi się zamykały. Prawie zasnęłam, gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki. Wyszłam z pokoju i ruszyłam korytarzem. Wolałam mieć teraz więcej miejsca. W razie czego miałabym gdzie uciekać. Szłam rozglądając się panicznie na boki. Wpadłam na kogoś.

- Przepraszam. - Powiedziałam i spojrzałam na osobę stojącą przede mną. Był to wysoki szatyn o latynoskich rysach twarzy i ciemnych oczach. Jego włosy sterczały lekko do przodu. Miał na sobie zieloną koszulę i ciemniejszy bezrękawnik. Do tego ciemnozielone spodnie i czarne buty z wysokimi cholewkami.

- Kim jesteś? - Spytał opanowanym tonem, unosząc jedną brew, co naprawdę wyglądało przezabawnie.

- Circe... - Odpowiedziałam nieśmiało. Nie wiedziałam czy mogę mu ufać.Trochę się go bałam. Byłam w obcym miejscu. Nie znałam tutaj nikogo. Nie wiedziałam czy mogę mu zaufać.

- Aaa... Koleżanka Rexa, tak? - Ciągnął dalej. Chyba wiedział kim jestem. A jego słowa wskazywały na to, że zna też Rexa. Stwierdziłam, że nie mam się czego obawiać. Przynajmniej z jego strony.

- Tak, a ty?

- Jestem Caesar. Rex to mój brat. - Powiedział z dumą. Ale wydawało mi się, że jednak nie do końca cieszy się z tego faktu. Rex potrafił nieźle zajść za skórę, a skoro Caesar był jego bratem to wiedział to jak mało kto. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie.

- Miło mi.

- Wracaj do łóżka. Późno jest. - Rozkazał. Jego ton był bardzo stanowczy. Posłuchałam, bo miał rację, a poza tym nie chciałam podpaść już pierwszego dnia. Weszłam do pokoju i wślizgnęłam się pod kołdrę. O dziwo poczułam czyjąś obecność. Szybko wstałam i zaświeciłam światło. Przestraszyłam się. Pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy to: "O nie... Van Kleiss jednak mnie znalazł...". Na szczęście okazało się, że to mój przyjaciel, nie jeden z wrogów.

- Rex, co ty tutaj robisz? - Spytałam zdziwiona. Przetarł oczy i usiadłszy na łóżku spojrzał na mnie.

- Ja? To mój pokój. - Oznajmił. Nie wiedziałam co mam teraz zrobić. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji.

- O, sorki. - Zakłopotałam się. Najgorsze było to, że czułam, że się rumienię i nic nie mogłam z tym zrobić.

- Spoko. Pomyliłaś się i tyle. Chcesz pogadać? - Uśmiechnął się.

- A ty? - Zaskoczył mnie tą propozycją. O czym mielibyśmy gadać? Nie znałam go na tyle żeby wiedzieć co go kręci.

- I tak już nie śpię. - Oznajmił, a ja zaczęłam się trząść. Nie wiem czy to z paniki, z zimna, czy z faktu, że Rex jeszcze nigdy nie był tak blisko mnie. - Zimno ci?

- Troszkę. – Przyznałam. Ta opcja brzmiała według mnie najmniej idiotycznie. Chłopak wstał i skręcił klimę.

- Masz ochotę na plażę? – Zdziwiłam się. Było już po północy, a on tak znienacka wyskakuje z jakąś plażą. Nie wiedziałam co jest grane.

- A ty?

- Ja idę. – Ubrał się.

- To ja też. – powiedziałam z uśmiechem i poszłam do siebie się ubrać. Gdy skończyłam wyszłam na korytarz. Rex poszedł do jakiegoś pokoju, a po chwili podszedł do mnie. Podał mi jednoczęściowy strój kąpielowy, z dużym wycięciem na plecach i małymi na biodrach. Był ciemnofioletowy i wiązany na sznureczki. – Skąd to masz?

- Pożyczyłem. – Wypalił. – Mniej więcej. – Nie wnikałam. Nie wiedziałam co powiedzieć.

- Ej, ktoś idzie. – Zauważyłam i chciałam się przywitać, ale za nim ten ktoś nas zobaczył, Rex wepchnął mnie do składzika i szybko zamknął za nami drzwi. Było ciasno. Odwrócił twarz w moją stronę i nasze usta zetknęły się. Chłopak cofnął się ile tylko mógł.

- Wybacz... – Powiedział szeptem. Wyjrzał przez szparę w drzwiach.A ponieważ już nikogo nie było w pobliżu, ciągnął dalej. – Pocałuj mnie teraz uważnie. – Zarumienił się. Rozśmieszył mnie swoją gafą. – Yyy… znaczy posłuchaj. Wymykamy się stąd, co znaczy, że nikt nie może nas złapać.

- Jasne. Przepraszam. – On zachował sie idiotycznie, a co dopiero ja. Preze mnie moglibyśmy mieć nie lada kłopoty. 

   Po chwili już byliśmy na zewnątrz. Rex wygenerował motocykl. Usiadłam za chłopakiem i objąwszy go, mocno się do niego przytuliłam. To była jedyna okazja żeby robić to bez żadnych konsekwencji. Po piętnastu minutach jazdy dotarliśmy na plażę. Ja zsiadłam, a on schował maszynkę. Woda połyskiwała, a piasek wyglądał tak jakby skradł część blasku księżycowi.

– Ale tutaj pięknie. – Skomentowałam. Byłam zachwycona tym co widzę. To był jeden z najcudowniejszych widoków jakie miałam okazję oglądać. Jeśli nie najcudowniejszy. Ciepły letni wiaterek rozwiewał moje włosy.

- Widzę coś piękniejszego. – Powiedział Rex. Oglądnęłam się za siebie. Nie było tam nic co mogłoby zrobić na nim wrażenie. Nagle Rex podszedł do mnie. "O, Boże… to ja jestem dla niego tym pięknym widokiem..." zorientowałam się. – Tam możesz się przebrać. – Poszłam za skałę i ubrałam kostium, który mi dał. Chłopak siedział na piasku w koszulce i spodenkach. Jego ciuchy były starannie złożone w kostkę. "Pewnie zrobił to z nudów" pomyślałam. Dość długo się przebierałam. Rzuciłam swoje ciuchy obok jego.

- Rex… - Szepnęłam. On jakby odpłynął na moment i patrzył w morze, jednak gdy usłyszał mój głos, wstał.

- No to co? Do wody? – Spytał, a ja nadal starałam się zakryć swoje ciało. Wstydziłam się. Rex zdjął koszulkę i chwycił moją dłoń. Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Nie potrafię opisać tego uczucia. Powoli zanurzyliśmy się w morzu po brzuch. – Przepraszam cię za tamto wtedy. Powinienem był ci wierzyć.

- Nie przepraszaj. Zasłużyłam sobie.- Stwierdziłam. Mówiłam to szczerze.

- Wiesz na co jeszcze sobie zasłużyłaś?... - Zapytał i spojrzał mi prosto w oczy.

- Na co? – Myślałam, że zaraz powie coś, co mnie zaboli, ale on tylko bardziej przysunął się do mnie.

- Tylko nie uciekaj… proszę cię… - Odgarnął mi włosy z twarzy, przechylił lekko głowę i… pocałował mnie. Lecz nie był to taki zwykły buziak, ale namiętny i pełen miłości. Chciałam by trwał wiecznie.

- Rex… za co to? - Zadałam mu proste pytanie, gdy przestał mnie całować. Lecz nie oczekiwałam takiej odpowiedzi jaką otrzymałam.

- Za to, że zostałaś ze mną… - Złapałam go za twarz i tym razem ja dałam mu buziaka. Zaskoczyłam go tym gestem, a jeszcze bardziej siebie. "Skąd we mnie tyle śmiałości?" Staliśmy później przez dłuższą chwilę, przytuleni do siebie.

- Rex… Kocham cię... - Wyszeptałam. Niestety coś przerwało tę cudowną chwilę.

- Słyszysz to? – Szybko wyszliśmy z wody. To był dzwonek z komórki Rex. Chłopak odebrał telefon. – Holy?

- „Gdzie wy u licha ciężkiego jesteście?!”

- Na plaży. Wyluzuj. - Powiedział, próbując ją uspokoić. Mówiła tak głośno, że ją słyszałam, mimo, że stałam kawałek dalej od Rexa, który odsunął telefon od ucha. Ta "Holy" wrzeszczała tak głośno, że mogłabym się założyć iż słychać ją było w całej bazie Providence. Jeśli nie poza.

- „Macie natychmiast wracać. Ona jutro idzie do pracy, a ty masz na głowie treningi. Dość się dzisiaj wyszalałeś.”

- Ok…

- „Wiecie która godzina? 2:30!”

- Narazie. – Rozłączyła się, a on odłożył komórkę. – Musimy wracać. – Westchnęłam słysząc to. Zabrałam ciuchy i poszłam za skałę się ubrać. On szybko ubrał spodnie i bluzę. Niedługo po tym dojechaliśmy do bazy. Tam natknęliśmy się na kogoś, kto najwyraźniej nie był zadowolony z naszego powrotu, a tym bardziej z naszego wyjścia.

- Rex, gdzie ty się szlajasz po nocy?!

- Caesar, daj mi spokój. Jestem zmęczony. – Minęliśmy go i poszliśmy do pokoi. Przebrałam się w piżamę i przyszłam do Rexa. Nie ukrywałam tego, że te chwile spędzone z nim dały mi więcej radości niż cokolwiek innego.

- Rex… - Szepnęłam. Chciałam go obudzić nie strasząc go. Pochyliłam się nad nim i szturchnęłam go lekko w ramię.

- Wszystko ok? – Spytał z troską.

- Tak. Tylko… nie mogę zasnąć… mogę… a nie… To głupi pomysł. - Postanowiłam się jednak wycofać. Bałam się co sobie o mnie pomyśli.

- Co?

- To głupie. - Powtórzyłam odwracając wzrok.

- Ale co? – Dopytywał się. Był chyba trochę podirytowany. Lubił jasne wypowiedzi. Takie, z których od razu wynikało o co chodzi danej osobie. Chociaż wydawało mi się, że zagadki go intrygowały. Jak na razie nie umiałam go rozgryźć.

- Boję się spać sama…Mogę spać z tobą? - Wydukałam. Zarumieniłam się. Nie wiedziałam, że to tak idiotycznie zabrzmi. Było mi strasznie wstyd.

- Eee… no jasne. Wskakuj. – Podkręcił klimę. – Od razu cieplej. – Stwierdził, zgasił światło i położył się obok mnie. Przykrył nas kołdrą.

- A mogę się… - Przerwał mi.

- Przytulić? – Dokończył za mnie. – Jasne. – Położyłam głowę na jego ramieniu i wtuliłam się w niego. Czule mnie objął. Było ciemno, dlatego dopiero teraz poczułam, że Rex nie ma na sobie koszulki. Mimo wszystko było mi bardzo miło. Cieszyłam się to chwilą.

- Kocham cię… - Wyszeptałam po chwili i czekałam na jego odpowiedź. Nie doczekałam się.

    On zamknął oczy udając, że już śpi. "Czyżby chciał jej uniknąć?" Przez dłuższy czas nad tym myślałam. W końcu zasnęłam. Żałowałam tylko, że ten nasz pocałunek tak krótko trwał. "Co jeśli to się już nie powtórzy?" Bałam się, że mam rację. Teraz byłam pewna, że Rex jest spełnieniem moich marzeń.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz