sobota, 9 lutego 2013

ROZDZIAŁ 9 "Urodzona by zadawać ból"

Tak bardzo nie chciałam się kłócić z Rexem. "Chyba trochę przegięłam. Ale czasu już i tak nie cofnę" pomyślałam. Pobiegłam na górę żeby go przeprosić. To co zobaczyłam było dla mnie istnym szokiem. Nie wiedziałam co mam zrobić.

Chwilę stałam nieruchomo. Potem podeszłam ostrożnie do Rexa, wołając go na wpół szeptem. Nie odzywał się, tylko patrzył nieprzytomnie w ścianę. Ujrzałam krew na dywanie.

- Nie możesz mnie teraz zostawić, słyszysz? - Potrząsałam jego ramionami. Urwałam rękawy od jego bluzy i zawiązałam mu je na nadgarstkach, by zatamować krwawienie. Zaciągnęłam go do samochodu. Należał do sąsiadów, ale zawsze zapominali wyjąć kluczyków ze stacyjki. Wrzuciłam Rexa na tylne siedzenie i usiadłam na miejscu kierowcy. Zapięłam nam pasy i ruszyłam. Nie miałam prawa jazdy, ale to mnie w tej chwili w ogóle nie obchodziło. Muszę przyznać, że jechałam jak pirat drogowy. Dojechaliśmy. Zabrałam Rexa na oddział. Mogłam zadzwonić wcześniej po karetkę, ale kto wie co by się mogło stać zanim by dotarli. Po chwili już leżał na oddziale. Nieprzytomny, ale żywy. Siedziałam na korytarzu. Podszedł do mnie lekarz.

- Dzień dobry. - Powiedział.

- Dzień dobry. I co z nim? Czuje się już lepiej? - Wypaliłam prosto z mostu.

- Niestety stracił bardzo dużo krwi. Będziemy musieli znaleźć dawcę, bo inaczej...

- Pobierzcie krew ode mnie.

- Siostro. - Kobieta słysząc naszą rozmowę o nic więcej nie pytała tylko zabrała mnie ze sobą. Po zbadaniu...

- Przykro mi. Masz nie tę grupę krwi co trzeba. - Oznajmiła.

- A co za różnica? - Spytałam.

- Duża. - Odeszła. Dobrze, że wzięłam ze sobą komórkę Rexa. Zadzwoniłam do Caesara. Po kilku minutach spotkaliśmy się na korytarzu. Obok niego stałą doktor Holiday z bardzo zmartwioną miną i Agent 6, który jak zwykle maskował swoje uczucia. Usiedliśmy, gdyż nagle zatoczyłam się, bo zaczęło mi się robić słabo.

- Jak on się czuje? - Pytał Caesar nie zważając na mój stan. Przywiozłam tu Rexa, ale to nie zmieniało faktu, że Caesar po prostu nie darzył mnie sympatią.

- Powiedzieli, że stracił dużo krwi i potrzebna jest transfu... cośtam. - Oznajmiłam.

- Transfuzja. - Poprawiła mnie Holy.

- Ale powiedzieli, że ja mam złą krew. Co to ma za znaczenie, czyjej krwi użyją? Oddam całą moją krew jeśli będzie trzeba. - Miałam nadzieję, że Caesar doceni ten gest.

- Nie ma sensu. Grupy krwi muszą się ze sobą zgadzać. - Uświadomił mi Caesar, widocznie zadowolony z mojej gafy. - Rex ma grupę A. - Dodał. Holiday jakby sobie o czymś przypomniała i pobiegła szybko do siostry. Gdy do nas wróciła, zorientowaliśmy się, że pobrano od niej krew. Doktorka przyprowadziła ją i pomogła usiąść na krzesełku. Holiday jadła ciastko z kremem i piła sok pomarańczowy.

- Wszystko już będzie dobrze. - Uspokajała nas Rebecca.

- Holiday czy ty... - Zaczął Szósty.

- Tak. - Odpowiedziała zanim jeszcze zdążył dokończyć pytanie. - Rex jest dla mnie bardzo ważny. Nie mogłam mu pozwolić... - Ucięła. Kilka godzin siedzieliśmy w milczeniu. Holy już czuła się lepiej. - Caesar, może usiądziesz?

- Nie mam ochoty. - Prychnął nadal chodząc w tę i we w tę po korytarzu. Gdy lekarz zwrócił mu uwagę, mężczyzna oparł się o ścianę, "zakładając ręce" i krzyżując nogi. Całą drżałam. Czułam na sobie jego zimne spojrzenie. Przeszywało mnie na wskroś.

- Caesar, możemy porozmawiać? - Wypaliłam. Wzruszył ramionami i poszedł w stronę okna.

- Idziesz? - Spytał tak samo zimno jak zawsze. Potruchtałam za nim. - Czego chcesz?

- Cz-czemu ty mnie tak nie lubisz?

- Czemu ja cię nie lubię? To nie tak. Kiedyś cię nie lubiłem. Teraz cię nienawidzę.

- Mam chyba prawo wiedzieć dlaczego. - Stwierdziłam. Chwycił moją dłoń, rozglądnął się i "wciągnął mnie" do męskiej toalety. - Co ty... - Oniemiałam. Ceasar zdjął bezrękawnik. Gdy zaczął rozpinać koszulę, trochę się zaniepokoiłam. - C-co ty robisz? - Wydukałam w końcu. Zdjął koszulę i odwrócił się do mnie plecami. Widniały na nich dwie blizny. Prawdopodobnie po szybkich cięciach mieczem. - Co to?...

- Już nie poznajesz swojego dzieła?

- J-ja tego nie zrobiłam. Na pewno. Nie mogłabym... - Nagle ukazał mi się w wizji obraz:

Ja w wieku, może 8 lat i kilkunastoletnia siostra.

Wokół pełno krwi i przerażone dzieciaki. Potem osiemnastoletni chłopak wyskoczył przed nas. Zaczął się z nami bić. Moja siostra ciachnęła go od tyłu w plecy, a ja zrobiłam to samo chcąc ją naśladować. Potem ujrzałam jak odcinam jednym ruchem ręki, głowę cztero, może pięcioletniemu dziecku. Jego matka uciekła z płaczem, bo za bardzo się nas bała. Nastolatek z którym walczyłyśmy nie dawał za wygraną. Jednak tak go skopałyśmy, że nie mógł się ruszyć. Uciekłyśmy. Schowałyśmy się na dachu jednego z budynków. Chłopiec wówczas mniej więcej w takim wieku jak ja wtedy podbiegł do nastolatka z płaczem. Jakaś kobieta go odciągnęła, ja ujrzałam twarz tego chłopca... To był Rex. Potem usłyszałam własne słowa: "Chodźmy go dobić, mam niedosyt." Siostra naznaczyła mi na twarzy, krwią znak:

"Teraz jesteś gotowa". Uśmiechnęłam się. Zeszłyśmy z budynku. "Pamiętaj tylko, że gdy ukończy 20 lat..." Stąd znak 21...Szok "...masz mi przynieść jego krew. Tylko wtedy przepowiednia się spełni. Mama i tata na ciebie liczą Circe... i ja także". Odpowiedziałam "Kocham cię i na pewno nie zawiodę." Przytuliłyśmy się, a potem nastała ciemność. Nagle był błysk i zobaczyłam  twarz Caesara.

Potrząsał moimi ramionami. Miał już ubraną koszulę, ale nie zapiętą. Przysunęłam się w jego stronę.

- Odejdź, bo... - Zaczął, ale przytuliłam go i położyłam głowę na jego piersi. Objął mnie. Naprawdę się bałam. Kim tak naprawdę jestem? Wiedziałam jedynie, że muszę się o tym przekonać za wszelką cenę.

- Przepraszam... - Szepnęłam. Spojrzałam mu w oczy, a potem na jego usta. Przechyliłam głowę lekko w lewo i... pocałowałam go. Dlaczego to zrobiłam?! Otworzyłam oczy. On swoje miał zamknięte.

Ku mojemu zdziwieniu odwzajemnił pocałunek. Oderwałam się od niego nagle. Ustaliliśmy, że żadne z nas nikomu nie powie o tym co się tutaj wydarzyło. Caesar ubrał się do końca i wyszliśmy. Później, gdy już siedziałam na krześle, a on zajął swoje miejsce przy ścianie, chciałam spotkać jego wzrok, ale spojrzenie miał utkwione w podłodze. Nic się nie odezwałam, lecz gdy na niego patrzyłam, serce mocniej mi biło. Nie dość, że zdradziłam Rexa, to na dodatek... chyba zakochałam się w jego bracie... Nie dam rady. To za wiele jak na jeden dzień. Co ja teraz zrobię?!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz