ROZDZIAŁ 15 „Niezrozumiany przez świat”
Rex leżał na prawym boku, przytulony do kanapy. U Noah nie
było zbyt ciepło. Poinformował mnie, że ogrzewanie nie działa i jutro
jego mama ma wezwać specjalistę.
Mimo tego, że dał mi koc, którym starannie się okryłam, to
było mi trochę zimno. Zasnęłam, ale na krótko. Wstałam z fotela i
położyłam się obok Rexa. Objęłam go. Był taki ciepły. Wtedy wpadłam na
pomysł. Nachyliłam się i zrobiłam mu malinkę na szyi. Został także ślad
po mojej szmince. Rex mruknął coś pod nosem i bardziej nakrył się kocem.
Przytuliłam się do niego i zasnęłam. Nie wiem jak długo spaliśmy, ale
po tak męczącym dniu należało nam się… jakby to powiedział Rex… „Smaczne, poranne spanko.” Nagle obudził mnie jego głos.
- Co jest? – Spytał. Spojrzałam na niego. – Co ja tu robię? Dlaczego śpisz obok mnie?
- Spokojnie. Jak się czujesz?
- Strasznie boli mnie głowa. – Przyłożył dłoń do czoła.
Usiadł. Ja także. Prawie spadłam z kanapy. Chwyciłam się chłopaka i
przez to pociągnęłam go ku sobie. Nasze oczy się spotkały. Patrzyłam na
Rexa spanikowana. Pociągnął mnie do siebie żebym nie spadła. Potem
zeszedł z kanapy. Poprawił włosy, ubrał gogle i założył rękawiczki.
- Dokąd idziesz?
- Do domu.
- Idę z tobą. – Oznajmiłam.
- Tak… lepiej nie. Jeszcze pomyślą, że znowu jesteśmy razem i wyjdę na łatwego.
- Łatwego?
- I słabego. Nie myśl sobie, że zapomniałem o twojej zdradzie. O naszym zerwaniu też pamiętam. Ale… dzięki.
- Za co?
- Że mnie nie olałaś i zainteresowałaś się mną, kiedy ja…
no… byłem pod wpływem. – Pochylił się nade mną i dał mi całusa w
policzek.
- Rex… to… to głupio zabrzmi, ale… czy ty nadal mnie kochasz?
- Tak. Przecież nic się nie zmieniło. – Ucieszyłam się
słysząc to. – Oczywiście nie jesteśmy już razem, ale to nie powód żebym
się z tobą ciągle o coś kłócił. Trzymaj się. – Posmutniałam. Rex
wyszedł. Była jakaś 8:00 rano więc również wyszłam. Zostawiłam Noah
karteczkę na stoliku.
„Dzięki za nockę. Wyszliśmy, ale chciałabym się z tobą spotkać. Musimy pogadać. To ważne. Zadzwoń jak będziesz miał czas.
682431524
Circe”
Pobiegłam skrótem, aby wyprzedzić
Rexa. Weszłam do Providence, by zobaczyć czy nikogo nie ma w pobliżu.
Minęłam Szóstego stojącego przy wejściu. Nie odezwałam się, tylko
pobiegłam dalej. Co jakiś czas zaglądałam czy już wyszedł. Doczekałam
się. Wyszłam za nim i schowałam się za ścianą bazy. Rex właśnie szedł do
domu. Spuścił głowę, by uniknąć niemiłej konfrontacji z Szóstym.
- Mogę wiedzieć gdzie byłeś całą noc? – Rex chciał go minąć, ale mężczyzna złapał go za ramię „wbijając” w nie swą dłoń. – Ej…
- Zostaw mnie. – Warknął Rex. Szósty chyba go rozgryzł.
- Rex, ty… śmierdzisz alkoholem.
- No i? – Spytał od niechcenia, ale było widać, że jest mu wstyd bo spuścił wzrok.
- Słucham. Gdzie byłeś i z kim. – Postawił sprawę jasno.
- Nie będę się przed tobą tłumaczył.
- Owszem. Będziesz.
- Nie muszę. To moja sprawa z kim i co robię. – Szósty uniósł jedną brew.
- Rex, albo mi zaraz wszystko ładnie wyśpiewasz, albo będziesz miał szlaban. Aż do odwołania. A to oznacza zero wypadów.
- Tak. Wiem co to szlaban. Ale mam go gdzieś.
- Co? Sam tego chciałeś. Marsz zaraz do pokoju.
- I tak tam szedłem. – Prychnął. Szósty się wpieniał.
- I nie wyjdziesz dopóki ci nie
pozwolę. – Chłopak wzruszył ramionami. – Dobra. Sam chciałeś. Skoro tak
lekceważąco podchodzisz do sprawy, zabieram ci wszystkie gry,
PlayStation i masz zakaz oglądania telewizji. A teraz oddawaj komórkę.
- Nie jesteś moim ojcem! – Krzyknął Rex i ruszył biegiem w kierunku bazy. Szósty dogonił go i zatrzymał.
- Komórka.
- A bierz ją sobie. – Wyjął telefon
z kieszeni i rzucił nim o chodnik, przy czym roztrzaskał go na drobne
kawałeczki. Nie spodziewałam się tego. Rex wszedł wkurzony do bazy.
Wślizgnęłam się za nim, aby zobaczyć jak się ta cała historia zakończy.
Byłam ciekawa co jeszcze wywinie. Nie musiałam długo czekać. Rex wszedł
do centrum dowodzenia wkurzony jak nigdy. Zatrzymała go pani doktor.
Niespodziewanie podszedł do mnie Agent 6, no i kryjówka spalona.
- To nieładnie podsłuchiwać.
- To nieładnie wtykać nos w cudze
sprawy. – Warknęłam. Holy i Rex to usłyszeli, dlatego mimowolnie
musiałam iść do pokoju. Zmusili mnie.
Zmiana narracji ~ Rex
Po tej całej awanturze z Circe
miałem nadzieję, że Holy zapomniała po co mnie zatrzymała i będę mógł
się po cichu wymknąć. Niestety złapała mnie za ramię.
- Rex, musimy porozmawiać o twoim zachowaniu.
- Możesz się odczepić?! –
Warknąłem. Wszyscy zaczęli się na nas gapić. Rozejrzałem się po
pomieszczeniu. – No i na co się tak gapicie? – Po mojej uwadze, wrócili
do swoich zajęć. Holiday odwróciła wzrok i ruszyła do biurka. – Holy…
zaczekaj… – Spojrzała na mnie. – Przepraszam. Nie chciałem.
- Rex, co się z tobą dzieje? Odkąd znalazłeś Circe…
- Możemy pogadać gdzie indziej? Na
przykład w moim pokoju? – Skinęła głową. Poszliśmy do mnie. Usiadłem na
łóżku, a Holiday na krześle. Westchnąłem.
- Więc… odkąd znalazłeś Circe zachowujesz się… inaczej…
- Jak inaczej?
- Jesteś nerwowy. – No co ty nie powiesz? Przeszło mi przez myśl.
- Coś jeszcze? – Po tym zdaniu przeszła mi ochota na pogawędkę.
- Nie przyjmij tego źle, ale…
rozmawialiśmy ostatnio sporo o tobie i tak dalej… Zwykle bym Białemu
racji nie przyznała, ale teraz naprawdę…
- Naprawdę co?
- Zaczynasz być PROBLEMEM.
- Co?! Ja?!
- Rex… – Wstałem.
- Coś ci powiem. To nie ja mam
problem. To ty masz problem! Wszyscy chcecie kierować mną i moim życiem!
Ja też jestem człowiekiem!
- Rex…
- Nie sądziłem, że jesteś taką idiotką. – Wstała. Czułem, że przegiąłem.
- Przykro mi, że tak uważasz.
- Holy ja…
- Daj spokój. Do widzenia, Rex. –
Wyszła z mojego pokoju. Wygenerowałem łupniołapy i rozwaliłem łóżko,
łamiąc je na pół. Było teraz w kształcie litery „V”. Schowałem maszynki i usiadłem na podłodze.
Zmiana narracji ~ Circe
Siedziałam grzecznie w swoim pokoju
do czasu, aż nie wytrzymałam. Nie dziwiłam się, że Rex tak często
uciekał. Tam było potwornie nudno i „ciasno”. Wyszłam po cichu z pokoju i
pobiegłam do Caesara. Weszłam do pracowni.
- Caesar? – Rozejrzałam się. Po chwili mężczyzna wszedł do pomieszczenia.
- Circe? – Zamknął drzwi. – A co ty tutaj robisz?
- Chcę pogadać.
- Nie ma o czym.
- Jest. Chodzi o Rexa.
- No dobra. W takim razie siadaj. – Zgodził się. Usiadłam na krześle, a on oparł się o stół.
- On nie jest już sobą. Buntuje się.
- On ma szesnaście lat. Oczywiście, że będzie się buntował.
- Ale nie… bo zachowuje się jakoś inaczej.
- Czyli?
- Jest agresywny w stosunku do wszystkich. Do pani doktor, do swojego opiekuna… Caesar?
- Hm?
- Czy to moja wina?
- Nie. Skąd… może. ZDRADZILIŚMY go. To normalne zachowanie.
- Jak to, „my”?
- Nie ukrywam, że po części to także moja wina.
- Po części? A kto…
- Nie przeciągaj struny. – Ostrzegł
surowo. – Posłuchaj. Rex nie może być teraz sam. Potrzebuje wsparcia.
Dlatego zastanawiam się… – Spojrzałam na niego pytająco. – Czy by nie
zrobić mu jakiejś miłej niespodzianki.
- Niespodzianki?
- No. Ale potrzebuję pomocy. Potrzebuję asystenta.
- Ja ci pomogę.
- No nie wiem. A znasz się na nanitach?
- Trochę. Van Kleiss często o nich mówił więc…
- Dobra. Chodzi mi o to żeby…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz