ROZDZIAŁ 11 "Słodycz kłamstwa"
Po godzinie stwierdziłam, że to nie jest odpowiednia pora na leżenie i użalanie się nad sobą.
Powinnam działać. Coś zrobić w tej sprawie i z tymi moimi porąbanymi
uczuciami. Poza tym bałam się, że Caesar zmienił zdanie i o wszystkim
powie Rexowi, a wtedy miałabym przerąbane.
Wstałam z łóżka i ubrałam się. Poszłam do Rexa, ale nie było go w
pokoju. Z jednej strony chciałam sprawdzić czy czegoś się nie
dowiedział, ale z drugiej wolałam uniknąć rozmowy z nim. Nie wiedziałam
co powinnam teraz zrobić. Postanowiłam, że poproszę o radę doktor
Holiday. Pobiegłam do laboratorium.
-
Holiday! - Byłam na siebie zła, że tam przyszłam, bo Rex siedział na
tomografie, a Holy właśnie robiła mu badania. Chłopak szybko wstał i
podbiegł do mnie. Wziął mnie na ręce i zakręcił. Gdy mnie odstawił,
Holiday spojrzała na mnie groźnie. Nagle chyba wszyscy zaczęli we mnie
widzieć wroga.
-
Circe, muszę cię o coś spytać. - Powiedział mój chłopak. Odeszliśmy
kawałek, aby nikt nas nie usłyszał. - Chodzi o to, że już wszystko wiem i
nie mogę uwierzyć, że mnie okłamałaś.
- Ale ja nie chciałam.
- Możesz mi to wyjaśnić? - Gdy zadał mi to pytanie przestraszyłam się.
- Tak, ale... nie sama. Z Caesarem. Powinien przy tym być.
- Dobra... - Rex wyglądał na zdziwionego. Poszłam do pracowni jego brata.
- Caesar... - Zauważyłam go. Stał przy stole i przeglądał jakiś stos papierów. - Możemy porozmawiać?
- A o czym? - Spytał mnie obojętnie, nie odrywając się od pracy.
- Chodzi o to... o to wczoraj... no wiesz... bo ja...
- Nie powinniśmy tego robić. Zachowałem się nieodpowiedzialnie. Przepraszam cię.
- Co? Nie. To ja przepraszam. - Zaprzeczyłam.
-
Nie to moja wina. Ja do ciebie przyszedłem. Ja cię pocałowałem. Ja to
wszystko zacząłem. Po prostu... chodzi o to, że trudno mi było zapomnieć
o Jade. A teraz ona wróciła. Chciałem o niej zapomnieć... znowu.
Pomyślałem że ty mi w tym pomożesz, ale rozmawiałem z Rexem. Wieczorem.
Czułem że popełniam błąd, ale wróciłem do ciebie. Nie wiedziałem, że wy
tak na serio.
- Rozgadałeś się, ale mi chodzi...
- I za to ogromnie cię przepraszam. Nie byłem na ciebie zły... tak naprawdę byłem zły na siebie, za to co zrobiłem.
- Caesar, możesz mnie wreszcie posłuchać? - Trochę już mnie wkurzał. Nie pozwalał mi dojść do słowa. - Rex o wszystkim wie.
- Co?! Powiedziałaś mu?!
- Nie. Oczywiście, że nie. Ale chce ode mnie wyjaśnień, a ja nie chcę sama tego robić. Chodź ze mną, proszę cię.
- Nie, nie, nie. Sama się w to wpakowałaś, więc teraz sama znajdź wyjście z sytuacji. Nie pogrążaj mnie jeszcze bardziej.
- Caesar, proszę cię.
- Już postanowiłem.
-
Błagam. Sama nie dam rady. Mam piętnaście lat. Potrzebuję czyjejś
pomocy. Mogę liczyć tylko na siebie. Nie mam nikogo kto by mi pomógł.
-
Ech... - Do oczu napłynęły mi łzy. Bałam się. Bałam się, że stracę ich
obu. - Dobrze. Prowadź. - Uśmiechnęłam się do niego, ale jego wyraz
twarzy wskazywał na to, że robi to z przymusu. Poszliśmy do
laboratorium. Rex rozmawiał z Holiday i wyglądało na to, że jest lekko
poddenerwowany, co nas odrobinę zaniepokoiło. "Co jeśli ona mu o wszystkim powiedziała?"
- Rex... jesteśmy. - Powiedziałam, a doktor odeszła.
- Co się stało?- Spytał Caesar.
-
Chcesz wiedzieć co? Biały postanawia pozbyć się stąd Circe. I na dodatek
zabronił mi się z nią widywać. - Powiedział Rex ze złością. - To chyba
najgorsze co mogło mnie spotkać.
- Nie byłbym taki pewien. - Powiedział Caesar.
- A co może być gorsze? - Spytał Rex, a ja już cała drżałam.
- Bo, ja... - Zaczął Caesar. - Może lepiej usiądź. - Rex posłusznie usiadł na krześle.
-
Zaczekaj. - Przerwał mu Rex. - Circe, miałaś mi odpowiedzieć na pytanie.
- Zadrżałam lekko. - Co postanowiłaś? Zostać ze mną czy wybierasz jego?
- Rex, ja... nie wiem... naprawdę. - Przyznałam. - Obaj jesteście przystojni. Obu was kocham na swój sposób...
- Co? Ale co on takiego dla ciebie zrobił? Zadał ci tylko mnóstwo bólu. - Zaprotestował Rex.
-
Ty nie rozumiesz. On mnie nie skrzywdził. Gdy jestem przy nim czuję się
tak jak z tobą. Ma połowę mojego serca. Druga należy do ciebie.
- Co?
- A co my mamy ze sobą wspólnego. Przecież to mój największy wróg.
-
Jak możesz?! - Oburzyłam się. - Dogadywaliście się tyle czasu. Jesteście
sobie naprawdę bliscy. Co się stało z waszą przyjaźnią?
- Przyjaźnią? O czym ty mówisz? - Zapytał.
- A ty o czym mówisz? - Spytałam
- O twoim powrocie do Van Kleissa.
- Aaa.... ou. To... aha. - Rex wstał i rozłożył ręce.
- A ty o czym mówisz?
-
Eee... ja... nie mogę uwierzyć, że zabronił ci się ze mną spotykać. To
oburzające. - Zmieniłam temat. Rex spojrzał na mnie dziwnie.
- A, do czego ci Caesar?
- Pomyślałam, że chciałbyś... żeby... eee...
- Żeby? - Spytał Rex, nie wiedząc o co chodzi.
- Żeby... yyy... był przy tobie tych trudnych chwilach. Prawda, Caesar? - Uderzyłam go z łokcia w bok.
- Tak... tak... pewnie. - Wydukał. Holiday zmierzyła mnie wzrokiem i wziąwszy notatki, znowu wyszła.
-
Cóż, to miło z waszej strony, że tak się mną przejmujecie, ale sam sobie
poradzę. - Oznajmił Rex. - Sorki, ale muszę lecieć na trening. Circe,
to jak?
- Co?
- Jesteś z Van Kleissem, czy z nami?
- Eee... chyba... chyba zostanę tutaj. - Rex przytulił mnie i pocałował szybko w policzek.
- Dzięki, dzięki... - Wybiegł.
- Więc on o niczym nie wie? - Spytał mnie Caesar "zakładając ręce."
- Przepraszam. Spanikowałam. - Oznajmiłam ze skruchą. Nagle podszedł do nas Szósty.
- Caesar, przeprowadź dzisiaj z Rexem trening. Ja muszę coś załatwić. - Powiedział mężczyzna.
- Pomogę mu. - Szybko wtrąciłam.
- Dobrze, ale to nie w porządku, że okłamujecie Rexa. Powinnaś się zdecydować. On, albo Caesar.
- A skąd ty... - Zaczęłam.
-
Mam swoje sposoby. - Szósty poprawił okulary i wyszedł. Ja z Caesarem
ruszyliśmy do sali treningowej. Caesar natychmiast włączył maszyny.
- Ok, Rex. Pokaż co potrafisz. - Rozkazał. Chłopak generował maszynki i pokonywał przeszkody jedna po drugiej.
- Łuchuuu!... Dawaj Rex! - Krzyczałam dopingując go. - Caesar, chciałam z tobą pogadać.
- Tak, a o czym?
- Myślę, że powinniśmy mu powiedzieć. Źle się z tym czuję.
- Nic mnie to nie obchodzi. Chcesz mu złamać serce?
- Nie...
- To trzymaj buzię na kłódkę. - Po tym nie odezwaliśmy się do siebie ani razu. Gdy Rex skończył trening podszedł do mnie.
- Ej, nie jest tak źle. Widzisz Caesar? Circe, nie jest taka zła, co?
- Nie... - Przyznał. Tak się cieszyłam, że Caesar darzy mnie sympatią.
-
Wiecie... mam taki pomysł. - Powiedział Rex. - Spędzicie jutro razem
cały dzień. Poza Providence. Pogadacie sobie, lepiej się poznacie.
- Ale, ja nie wiem czy znajdę czas. - Przyznał Caesar. Chyba kłamał.
- No weź. Zróbcie to dla mnie.
- Ok. - Zgodził się.
-
Dzięki, hermano. A teraz wybaczcie, ale Szósty do mnie dzwonił.
Powiedział, że jest zadyma w centrum Nowego Yorku. Wykorzystajcie ten
czas i pomyślcie, gdzie jutro się wybierzecie. - To oznajmiwszy wybiegł.
Coś bardzo mu się spieszyło na spotkanie z Evo. Bardziej niż zwykle.
Caesar zwyczajnie mnie olał. Chyba nie chciał ze mną rozmawiać. Ale to
nie było dla mnie ważne. Cieszyłam się, że jutro spędzę z nim cały
dzień. Caesar poszedł do swojej pracowni, a ponieważ było ciepłe po
południe, postanowiłam pójść na spacer żeby pooddychać świeżym
powietrzem i przemyśleć całą tę sytuację. "Oby tylko Rex
nie dowiedział się, że pomiędzy mną, a Caesarem coś jest. Dziś było
blisko, ale udało się. Tylko, ile jeszcze osób wie o moim kłamstwie?"
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz