sobota, 9 lutego 2013

ROZDZIAŁ 11 "Słodycz kłamstwa"

Po godzinie stwierdziłam, że to nie jest odpowiednia pora na leżenie i użalanie się nad sobą. Powinnam działać. Coś zrobić w tej sprawie i z tymi moimi porąbanymi uczuciami. Poza tym bałam się, że Caesar zmienił zdanie i o wszystkim powie Rexowi, a wtedy miałabym przerąbane.

Wstałam z łóżka i ubrałam się. Poszłam do Rexa, ale nie było go w pokoju. Z jednej strony chciałam sprawdzić czy czegoś się nie dowiedział, ale z drugiej wolałam uniknąć rozmowy z nim. Nie wiedziałam co powinnam teraz zrobić. Postanowiłam, że poproszę o radę doktor Holiday. Pobiegłam do laboratorium.

- Holiday! - Byłam na siebie zła, że tam przyszłam, bo Rex siedział na tomografie, a Holy właśnie robiła mu badania. Chłopak szybko wstał i podbiegł do mnie. Wziął mnie na ręce i zakręcił. Gdy mnie odstawił, Holiday spojrzała na mnie groźnie. Nagle chyba wszyscy zaczęli we mnie widzieć wroga.

- Circe, muszę cię o coś spytać. - Powiedział mój chłopak. Odeszliśmy kawałek, aby nikt nas nie usłyszał. - Chodzi o to, że już wszystko wiem i nie mogę uwierzyć, że mnie okłamałaś.

- Ale ja nie chciałam.

- Możesz mi to wyjaśnić? - Gdy zadał mi to pytanie przestraszyłam się.

- Tak, ale... nie sama. Z Caesarem. Powinien przy tym być.

- Dobra... - Rex wyglądał na zdziwionego. Poszłam do pracowni jego brata.

- Caesar... - Zauważyłam go. Stał przy stole i przeglądał jakiś stos papierów. - Możemy porozmawiać?

- A o czym? - Spytał mnie obojętnie, nie odrywając się od pracy.

- Chodzi o to... o to wczoraj... no wiesz... bo ja...

- Nie powinniśmy tego robić. Zachowałem się nieodpowiedzialnie. Przepraszam cię.

- Co? Nie. To ja przepraszam. - Zaprzeczyłam.

- Nie to moja wina. Ja do ciebie przyszedłem. Ja cię pocałowałem. Ja to wszystko zacząłem. Po prostu... chodzi o to, że trudno mi było zapomnieć o Jade. A teraz ona wróciła. Chciałem o niej zapomnieć... znowu. Pomyślałem że ty mi w tym pomożesz, ale rozmawiałem z Rexem. Wieczorem. Czułem że popełniam błąd, ale wróciłem do ciebie. Nie wiedziałem, że wy tak na serio.

- Rozgadałeś się, ale mi chodzi...

- I za to ogromnie cię przepraszam. Nie byłem na ciebie zły... tak naprawdę byłem zły na siebie, za to co zrobiłem.

- Caesar, możesz mnie wreszcie posłuchać? - Trochę już mnie wkurzał. Nie pozwalał mi dojść do słowa. - Rex o wszystkim wie.

- Co?! Powiedziałaś mu?!

- Nie. Oczywiście, że nie. Ale chce ode mnie wyjaśnień, a ja nie chcę sama tego robić. Chodź ze mną, proszę cię.

- Nie, nie, nie. Sama się w to wpakowałaś, więc teraz sama znajdź wyjście z sytuacji. Nie pogrążaj mnie jeszcze bardziej.

- Caesar, proszę cię.

- Już postanowiłem.

- Błagam. Sama nie dam rady. Mam piętnaście lat. Potrzebuję czyjejś pomocy. Mogę liczyć tylko na siebie. Nie mam nikogo kto by mi pomógł.

- Ech... - Do oczu napłynęły mi łzy. Bałam się. Bałam się, że stracę ich obu. - Dobrze. Prowadź. - Uśmiechnęłam się do niego, ale jego wyraz twarzy wskazywał na to, że robi to z przymusu. Poszliśmy do laboratorium. Rex rozmawiał z Holiday i wyglądało na to, że jest lekko poddenerwowany, co nas odrobinę zaniepokoiło. "Co jeśli ona mu o wszystkim powiedziała?"

- Rex... jesteśmy. - Powiedziałam, a doktor odeszła.

- Co się stało?- Spytał Caesar.

- Chcesz wiedzieć co? Biały postanawia pozbyć się stąd Circe. I na dodatek zabronił mi się z nią widywać. - Powiedział Rex ze złością. - To chyba najgorsze co mogło mnie spotkać.

- Nie byłbym taki pewien. - Powiedział Caesar.

- A co może być gorsze? - Spytał Rex, a ja już cała drżałam.

- Bo, ja... - Zaczął Caesar. - Może lepiej usiądź. - Rex posłusznie usiadł na krześle.

- Zaczekaj. - Przerwał mu Rex. - Circe, miałaś mi odpowiedzieć na pytanie. - Zadrżałam lekko. - Co postanowiłaś? Zostać ze mną czy wybierasz jego?

- Rex, ja... nie wiem... naprawdę. - Przyznałam. - Obaj jesteście przystojni. Obu was kocham na swój sposób...

- Co? Ale co on takiego dla ciebie zrobił? Zadał ci tylko mnóstwo bólu. - Zaprotestował Rex.

- Ty nie rozumiesz. On mnie nie skrzywdził. Gdy jestem przy nim czuję się tak jak z tobą. Ma połowę mojego serca. Druga należy do ciebie.

- Co?

- A co my mamy ze sobą wspólnego. Przecież to mój największy wróg.

- Jak możesz?! - Oburzyłam się. - Dogadywaliście się tyle czasu. Jesteście sobie naprawdę bliscy. Co się stało z waszą przyjaźnią?

- Przyjaźnią? O czym ty mówisz? - Zapytał.

- A ty o czym mówisz? - Spytałam

- O twoim powrocie do Van Kleissa.

- Aaa.... ou. To... aha. - Rex wstał i rozłożył ręce.

- A ty o czym mówisz?

- Eee... ja... nie mogę uwierzyć, że zabronił ci się ze mną spotykać. To oburzające. - Zmieniłam temat. Rex spojrzał na mnie dziwnie.

- A, do czego ci Caesar?

- Pomyślałam, że chciałbyś... żeby... eee...

- Żeby? - Spytał Rex, nie wiedząc o co chodzi.

- Żeby... yyy... był przy tobie tych trudnych chwilach. Prawda, Caesar? - Uderzyłam go z łokcia w bok.

- Tak... tak... pewnie. - Wydukał. Holiday zmierzyła mnie wzrokiem i wziąwszy notatki, znowu wyszła.

- Cóż, to miło z waszej strony, że tak się mną przejmujecie, ale sam sobie poradzę. - Oznajmił Rex. - Sorki, ale muszę lecieć na trening. Circe, to jak?

- Co?

- Jesteś z Van Kleissem, czy z nami?

- Eee... chyba... chyba zostanę tutaj. - Rex przytulił mnie i pocałował szybko w policzek.

- Dzięki, dzięki... - Wybiegł.

- Więc on o niczym nie wie? - Spytał mnie Caesar "zakładając ręce."

- Przepraszam. Spanikowałam. - Oznajmiłam ze skruchą. Nagle podszedł do nas Szósty.

- Caesar, przeprowadź dzisiaj z Rexem trening. Ja muszę coś załatwić. - Powiedział mężczyzna.

- Pomogę mu. - Szybko wtrąciłam.

- Dobrze, ale to nie w porządku, że okłamujecie Rexa. Powinnaś się zdecydować. On, albo Caesar.

- A skąd ty... - Zaczęłam.

- Mam swoje sposoby. - Szósty poprawił okulary i wyszedł. Ja z Caesarem ruszyliśmy do sali treningowej. Caesar natychmiast włączył maszyny.

- Ok, Rex. Pokaż co potrafisz. - Rozkazał. Chłopak generował maszynki i pokonywał przeszkody jedna po drugiej.

- Łuchuuu!... Dawaj Rex! - Krzyczałam dopingując go. - Caesar, chciałam z tobą pogadać.

- Tak, a o czym?

- Myślę, że powinniśmy mu powiedzieć. Źle się z tym czuję.

- Nic mnie to nie obchodzi. Chcesz mu złamać serce?

- Nie...

- To trzymaj buzię na kłódkę. - Po tym nie odezwaliśmy się do siebie ani razu. Gdy Rex skończył trening podszedł do mnie.

- Ej, nie jest tak źle. Widzisz Caesar? Circe, nie jest taka zła, co?

- Nie... - Przyznał. Tak się cieszyłam, że Caesar darzy mnie sympatią.

- Wiecie... mam taki pomysł. - Powiedział Rex. - Spędzicie jutro razem cały dzień. Poza Providence. Pogadacie sobie, lepiej się poznacie.

- Ale, ja nie wiem czy znajdę czas. - Przyznał Caesar. Chyba kłamał.

- No weź. Zróbcie to dla mnie.

- Ok. - Zgodził się.

- Dzięki, hermano. A teraz wybaczcie, ale Szósty do mnie dzwonił. Powiedział, że jest zadyma w centrum Nowego Yorku. Wykorzystajcie ten czas i pomyślcie, gdzie jutro się wybierzecie. - To oznajmiwszy wybiegł.

Coś bardzo mu się spieszyło na spotkanie z Evo. Bardziej niż zwykle. Caesar zwyczajnie mnie olał. Chyba nie chciał ze mną rozmawiać. Ale to nie było dla mnie ważne. Cieszyłam się, że jutro spędzę z nim cały dzień. Caesar poszedł do swojej pracowni, a ponieważ było ciepłe po południe, postanowiłam pójść na spacer żeby pooddychać świeżym powietrzem i przemyśleć całą tę sytuację. "Oby tylko Rex nie dowiedział się, że pomiędzy mną, a Caesarem coś jest. Dziś było blisko, ale udało się. Tylko, ile jeszcze osób wie o moim kłamstwie?"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz