Świerszcz
puściła Rexa, a gdy jej podziękował za ratunek, zarumieniła się.
Przyznaję. Byłam trochę zazdrosna. Na szczęście w końcu powiedziała, że
musi już iść. Nie obchodził mnie powód, dlatego nie słuchałam jej
tłumaczenia i tego jak przepraszała Rexa, że już ucieka.
Gdy dochodziła do drzwi, odwróciła się. Myślałam, że zaraz wybuchnę. Chciałam żeby już sobie poszła. Musiałam pogadać z Rexem.
-
To było... fajne. - Powiedziała i znowu strzeliła buraka. Uśmiechnęła
się. Szósty odprowadził ją. Jako jedyny świadek naszej rozmowy została
Holiday, ale nie przejmowałam się nią. Rex wstał. Podbiegłam do niego i
przytuliłam go. Stał jak słup soli i nie ruszał się.
-
Bałam się, że cię stracę. - Spojrzałam mu w oczy. - Nawet nie wyobrażasz
sobie jak bardzo. Tak cię kocham. - Nie przytulił mnie tylko...
odepchnął.
- Daruj sobie swoje "Te amo". - Warknął.
- Co? - Wziął swoją bluzę z oparcia krzesła i ubrał ją. - Kochanie...
- Jak długo już mnie zdradzasz? - Spytał zimno.
-
Skąd ci to przyszło do głowy? - Nie udawałam zdziwienia. Czyżby ktoś mu o
tym powiedział? Nie. To niemożliwe. Przecież był w śpiączce. - Ja
przecież nigdy... - Przerwał mi.
- Słyszałem co mówiłaś.
- Kiedy?
- "Kocham was obu". - Zacytował. - Masz mnie za idiotę?
- Rex, przecież ja nie powiedziałam, że cię nie kocham. - Wtedy do pomieszczenia wszedł Bobo.
- Rex, brachu, widzę że wróciłeś do żywych. - Powiedział na wejście.
-
Tak, a przy okazji dowiedziałem się czegoś interesującego. - Małpa
spojrzała dziwnie na chłopaka. - Circe mnie zdradza. - Zakomunikował.
- Aaa... o tym to wiedziałem.
- Co?! I nic mi nie powiedziałeś?! - Uniósł się Rex.
- Jak to wiedziałeś?! Od kogo? - Przestraszyłam się.
- "Mr. Garniak" rozmawiał o tym z Holiday. - Wyjaśnił Bobo. Od razu domyśliłam się, że chodzi o Szóstego.
- Ten gość mnie totalnie wkurza. - Powiedziałam przez zęby.
- I nic mi nie powiedzieliście? Dlaczego? - Rex spojrzał na Holy oczekując jakiejś sensownej odpowiedzi.
- Rex, zrozum. Caesar lepiej sobie radzi z kobietami. I tyle. - Wyjaśnił Bobo.
- Nie wydaje mi się. W końcu to z nim szalała całą noc na łóżku. - Powiedział szympans.
- Skąd ty o tym wiesz?! - Oburzyłam się.
- Leżałem na swoim leżaku. To dobry sposób na podglądanie. A przedstawienie było ostre. "Mła... mła... Caesar jesteś taki słodki..." - Zacytował moje westchnienia.
- Przespałaś się z moim bratem? - Spytał Rex, ale już nie unosił się. Wyglądał na smutnego.
- Rex, Bobo nie wie co mówi. - Usprawiedliwiłam się.
-
Holy, czy to prawda? Czy Circe mnie zdradza? Proszę, chociaż ty bądź ze
mną szczera. - Błagał Rex już nieco drżącym głosem. Holy podeszła do
niego. Złapała jego dłonie.
- Tak. - Wypaliła.
- To nie do wiary. - Zabrał gwałtownie swoje ręce.
- Rex, wszystko ci wyjaśnię. - Starałam się go zatrzymać. Spojrzał na mnie gniewnie.
- Nie ma co wyjaśniać. - Poinformował.
- Przestań. Czy tylko ja chcę uratować nasz związek? - Prychnął.
- Związek? Jaki związek?
- Nasz.
- Zanim zrobię to co powinienem zrobić już dawno, odpowiedz mi na pytanie.
- Powiem ci wszystko co chcesz.
- Kiedy się ten wasz cały romansik zaczął?
- Ja...
- Mam prawo wiedzieć.
- Ech... pamiętasz jak wylądowałeś w szpitalu?
- No.
- Tego dnia...
- Jeszcze jedna rzecz nie daje mi spokoju. - Powiedział. - Dlaczego?
- Bo... sama nie wiem.
- Ja ci nie wystarczam?
- Nie. To nie tak. Po prostu... połączyła nas myśl, że oboje możemy cię stracić.
- He?
-
Martwiliśmy się o ciebie. No i... potem gadaliśmy i w pewnym momencie
nie wiem czemu, pocałowaliśmy się. Ale to nic nie znaczyło. A wtedy w
nocy, to on do mnie przyszedł.
- Ech... na pewno to był tylko jeden raz?
- Na pewno. - Uśmiechnęłam się. On jakby zastanawiał się co an to odpowiedzieć.
- Wcale nie. - Wtrącił Bobo. - Holy mówiła Szóstemu, że cmokaliście się jeszcze w laboratorium. I zabroniliście jej o tym mówić.
- Bobo. - Nie mogłam wytrzymać. Czy ta małpa mogłaby się nie mieszać w nasze sprawy?!
- Spokojnie. Wybaczam ci. - Uśmiechnęła się do niego.
- A mi wybaczysz? - Spytałam z nadzieją.
- Tobie? Niby z jakiej racji?
- Rex, proszę. Chcę nas wyprowadzić na prostą.
- Nas? Na prostą? Nie ma już żadnych "Nas". Ale iść możesz. Najlepiej prosto do wyjścia. - Rzekł oschle.
- Rex, pomyśl dwa razy zanim...
- Zrobię coś czego będę żałował? Już to kiedyś słyszałem.
- Proszę. Zaufaj mi...
- Mam ci zaufać? Kiedy ty mnie okłamujesz właściwie non stop.
- Rex, przemyśl to jeszcze.
- Wyjdź.
- A nasza miłość?
-
Es muerto. - Cieszyłam się, że nie wiem co to znaczy. Miałam nadzieję,
że nic złego. Stałam jak słup soli. - Dobra. Ja wyjdę. - Wyszedł z labo.
Holiday zmierzyła mnie wzrokiem i opuściła pomieszczenie. Pobiegłam do
swojego pokoju i przytuliłam się do poduszki. Leżałam tak bardzo długo.
Jakimś cudem zasnęłam. Gdy się obudziłam, zobaczyłam że jest 22:00.
Wyszłam i cichutko potruchtałam do pokoju Rexa. Nie było go tam. Nie
odbierał komórki. Pobiegłam do Holiday.
- Holy... Holiday. - Spojrzała na mnie niemrawo i usiadła na łóżku. - Holiday, jest już po dziesiątej, a Rex jeszcze nie wrócił.
- Dziwisz się? Na jego miejscu też bym, nie wracała. Nie chciałabym cię widzieć.
- Ale...
-
Spokojnie. Pewnie nocuje u Noah. - Zgasiła lampkę. Nie wierzyłam w to co
mówiła. Wyszłam z bazy i długo go szukałam. Właśnie przechodziłam obok
jakiegoś baru. Rex stał przy drzwiach i rozmawiał z jakimś facetem.
- Zamykam już.
- Weź... jeszcze jeden.
- Nie. Idź do domu. - Rozkazał mężczyzna zirytowany tą sytuacją.
- Najpierw otwórz i wpuść mnie jeszcze na pięć minut. - Teraz zauważyłam, że obok niego stoi "moja dawna znajoma". Była Caesara.
- Dobra. Rex, już dosyć. Spróbowaliśmy, było fajnie. Ale teraz musimy wracać. Ale mógłby pan dać coś na drogę. - Powiedziała.
- Nie. Jak zadzwonię do waszych rodziców, to wam się nie opłaci.
- Przepraszam. Mam osiemnaście lat, a on jest pod moją opieką. Mam prawo mu coś postawić. - Oznajmiła.
- To zadzwonię na policję.
-
Koleś, weź się nie wygłupiaj. - Wtrącił Rex. - Otwórz te drzwi. - Facet
nie zwrócił na to uwagi, tylko odszedł. Śledziłam mojego chłopaka, który
ruszył przed siebie w towarzystwie swojej nowej przyjaciółki. Trzymałam
się od nich w bezpiecznej odległości. Nagle zauważyłam, że skręciła,
pomachała mu i zostawiła go samego. Weszła do jakiegoś domu. Rex szedł
dalej chodnikiem, lekko się chwiejąc. Nie prosto, raczej na ukos. Raz w
prawo, raz w lewo. Podbiegłam do niego, gdy upadł i uklęknął na ziemi.
- Rex! Nic ci nie jest? - Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Wyczułam od niego silny zapach alkoholu.
- Ty? Zostaw mnie. - Rozkazał. Mimo wszystko chwycił moją dłoń, abym pomogła mu wstać.
- Co ty wyprawiasz? - Spytałam. Milczał. Ruszył dalej. Dorównałam mu kroku. - Pomogę ci. - Złapałam go pod ramię.
- Powiedziałem, zostaw mnie. Chcę być sam.
- Ech... - Westchnęłam. Nie podobało mu się, że go prowadzę.
- Muszę być sam... - Powtarzał. Dochodziliśmy do Providence. - Nie. Nie tam.
- A gdzie? Przecież tu jest twój dom.
- Szósty nie może mnie zobaczyć w takim stanie...
-
To gdzie mam z tobą pójść? - Spytałam. Wtedy przypomniałam sobie o tym
blondynie. - A ten twój kolega? Pamiętasz jak do niego trafić? - Po
chwili znaleźliśmy się pod domem Noah. Zadzwoniłam do drzwi.
- Circe? - Zdziwił się. - Co wy...
- Możemy wejść? - Spytałam z nadzieją. Cały czas podtrzymywałam Rexa, który ledwo co trzymał się na nogach.
-
Wchodźcie, wchodźcie. - Weszliśmy, a ja posadziłam Rexa na kanapie.
Zmusiłam go w końcu, aby się położył. Gdy już zasnął, Noah przykrył go
kocem.
- Pozwól do kuchni. - Powiedział szeptem. Wyszłam za nim.
- O co chodzi?
- Jak to o co chodzi? - Spytał już normalnie. - Rex jest pijany.
- Nie zauważyłam. - Prychnęłam do niego. Westchnęłam. - Co miałam zrobić?
- Jak to się stało?
- Ech... to długa historia. Dowiedział się, że go zdradzam, wyszedł i się upił.
- Dobra. Możesz spać w fotelu.
- Ok. - Zeszłam na dół.
Noah
poszedł do siebie. Usiadłam, przykryłam się kocem, który dał mi Noah i
zasnęłam. Było już trochę późno. Miałam tylko nadzieję, że rano
porozmawiam z Rexem i wszystko już będzie między nami ok. Powoli
zaczynałam żałować tego, że pogodziłam się z Caesarem. A najbardziej
tego, że się w nim zakochałam. A może tylko zauroczyłam?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz