sobota, 9 lutego 2013

ROZDZIAŁ 14 "Winna i Niewinny"

Najpierw obejrzyjcie to:

 







  



 
 Tori
 A to była dziewczyna Caesara:
Jade


A teraz rozdział:

Świerszcz puściła Rexa, a gdy jej podziękował za ratunek, zarumieniła się. Przyznaję. Byłam trochę zazdrosna. Na szczęście w końcu powiedziała, że musi już iść. Nie obchodził mnie powód, dlatego nie słuchałam jej tłumaczenia i tego jak przepraszała Rexa, że już ucieka.

Gdy dochodziła do drzwi, odwróciła się. Myślałam, że zaraz wybuchnę. Chciałam żeby już sobie poszła. Musiałam pogadać z Rexem.

- To było... fajne. - Powiedziała i znowu strzeliła buraka. Uśmiechnęła się. Szósty odprowadził ją. Jako jedyny świadek naszej rozmowy została Holiday, ale nie przejmowałam się nią. Rex wstał. Podbiegłam do niego i przytuliłam go. Stał jak słup soli i nie ruszał się.

- Bałam się, że cię stracę. - Spojrzałam mu w oczy. - Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. Tak cię kocham. - Nie przytulił mnie tylko... odepchnął.

- Daruj sobie swoje "Te amo". - Warknął.

- Co? - Wziął swoją bluzę z oparcia krzesła i ubrał ją. - Kochanie...

- Jak długo już mnie zdradzasz? - Spytał zimno.

- Skąd ci to przyszło do głowy? - Nie udawałam zdziwienia. Czyżby ktoś mu o tym powiedział? Nie. To niemożliwe. Przecież był w śpiączce. - Ja przecież nigdy... - Przerwał mi.

- Słyszałem co mówiłaś.

- Kiedy?

- "Kocham was obu". - Zacytował. - Masz mnie za idiotę?

- Rex, przecież ja nie powiedziałam, że cię nie kocham. - Wtedy do pomieszczenia wszedł Bobo.

- Rex, brachu, widzę że wróciłeś do żywych. - Powiedział na wejście.

- Tak, a przy okazji dowiedziałem się czegoś interesującego. - Małpa spojrzała dziwnie na chłopaka. - Circe mnie zdradza. - Zakomunikował.

- Aaa... o tym to wiedziałem.

- Co?! I nic mi nie powiedziałeś?! - Uniósł się Rex.

- Jak to wiedziałeś?! Od kogo? - Przestraszyłam się.

- "Mr. Garniak" rozmawiał o tym z Holiday. - Wyjaśnił Bobo. Od razu domyśliłam się, że chodzi o Szóstego.

- Ten gość mnie totalnie wkurza. - Powiedziałam przez zęby.

- I nic mi nie powiedzieliście? Dlaczego? - Rex spojrzał na Holy oczekując jakiejś sensownej odpowiedzi.

- Rex, zrozum. Caesar lepiej sobie radzi z kobietami. I tyle. - Wyjaśnił Bobo.

- Co? Chyba śnisz. - Rzekł z lekkim oburzeniem, zakładając ręce.

- Nie wydaje mi się. W końcu to z nim szalała całą noc na łóżku. - Powiedział szympans.

- Skąd ty o tym wiesz?! - Oburzyłam się.

- Leżałem na swoim leżaku. To dobry sposób na podglądanie. A przedstawienie było ostre. "Mła... mła... Caesar jesteś taki słodki..." - Zacytował moje westchnienia.

- Przespałaś się z moim bratem? - Spytał Rex, ale już nie unosił się. Wyglądał na smutnego.

- Rex, Bobo nie wie co mówi. - Usprawiedliwiłam się.

- Holy, czy to prawda? Czy Circe mnie zdradza? Proszę, chociaż ty bądź ze mną szczera. - Błagał Rex już nieco drżącym głosem. Holy podeszła do niego. Złapała jego dłonie.

- Tak. - Wypaliła.

- To nie do wiary. - Zabrał gwałtownie swoje ręce.

- Rex, wszystko ci wyjaśnię. - Starałam się go zatrzymać. Spojrzał na mnie gniewnie.

- Nie ma co wyjaśniać. - Poinformował.

- Przestań. Czy tylko ja chcę uratować nasz związek? - Prychnął.

- Związek? Jaki związek?

- Nasz.

- Zanim zrobię to co powinienem zrobić już dawno, odpowiedz mi na pytanie.

- Powiem ci wszystko co chcesz.

- Kiedy się ten wasz cały romansik zaczął?

- Ja...

- Mam prawo wiedzieć.

- Ech... pamiętasz jak wylądowałeś w szpitalu?

- No.

- Tego dnia...

- Jeszcze jedna rzecz nie daje mi spokoju. - Powiedział. - Dlaczego?

- Bo... sama nie wiem.

- Ja ci nie wystarczam?

- Nie. To nie tak. Po prostu... połączyła nas myśl, że oboje możemy cię stracić.

- He?

- Martwiliśmy się o ciebie. No i... potem gadaliśmy i w pewnym momencie nie wiem czemu, pocałowaliśmy się. Ale to nic nie znaczyło. A wtedy w nocy, to on do mnie przyszedł.

- Ech... na pewno to był tylko jeden raz?

- Na pewno. - Uśmiechnęłam się. On jakby zastanawiał się co an to odpowiedzieć.

- Wcale nie. - Wtrącił Bobo. - Holy mówiła Szóstemu, że cmokaliście się jeszcze w laboratorium. I zabroniliście jej o tym mówić.

- Bobo. - Nie mogłam wytrzymać. Czy ta małpa mogłaby się nie mieszać w nasze sprawy?!

- Holy, to prawda? - Spytał Rex.

- Tak. - Przyznała spuszczając wzrok. - Przepraszam Rex.

- Spokojnie. Wybaczam ci. - Uśmiechnęła się do niego.

- A mi wybaczysz? - Spytałam z nadzieją.

- Tobie? Niby z jakiej racji?

- Rex, proszę. Chcę nas wyprowadzić na prostą.

- Nas? Na prostą? Nie ma już żadnych "Nas". Ale iść możesz. Najlepiej prosto do wyjścia. - Rzekł oschle.

- Rex, pomyśl dwa razy zanim...

- Zrobię coś czego będę żałował? Już to kiedyś słyszałem.

- Proszę. Zaufaj mi...

- Mam ci zaufać? Kiedy ty mnie okłamujesz właściwie non stop.

- Rex, przemyśl to jeszcze.

- Wyjdź.

- A nasza miłość?

- Es muerto. - Cieszyłam się, że nie wiem co to znaczy. Miałam nadzieję, że nic złego. Stałam jak słup soli. - Dobra. Ja wyjdę. - Wyszedł z labo. Holiday zmierzyła mnie wzrokiem i opuściła pomieszczenie. Pobiegłam do swojego pokoju i przytuliłam się do poduszki. Leżałam tak bardzo długo. Jakimś cudem zasnęłam. Gdy się obudziłam, zobaczyłam że jest 22:00. Wyszłam i cichutko potruchtałam do pokoju Rexa. Nie było go tam. Nie odbierał komórki. Pobiegłam do Holiday.

- Holy... Holiday. - Spojrzała na mnie niemrawo i usiadła na łóżku. - Holiday, jest już po dziesiątej, a Rex jeszcze nie wrócił.

- Dziwisz się? Na jego miejscu też bym, nie wracała. Nie chciałabym cię widzieć.

- Ale...

- Spokojnie. Pewnie nocuje u Noah. - Zgasiła lampkę. Nie wierzyłam w to co mówiła. Wyszłam z bazy i długo go szukałam. Właśnie przechodziłam obok jakiegoś baru. Rex stał przy drzwiach i rozmawiał z jakimś facetem.

- Zamykam już.

- Weź... jeszcze jeden.

- Nie. Idź do domu. - Rozkazał mężczyzna zirytowany tą sytuacją.

- Najpierw otwórz i wpuść mnie jeszcze na pięć minut. - Teraz zauważyłam, że obok niego stoi "moja dawna znajoma". Była Caesara.

- Dobra. Rex, już dosyć. Spróbowaliśmy, było fajnie. Ale teraz musimy wracać. Ale mógłby pan dać coś na drogę. - Powiedziała.

- Nie. Jak zadzwonię do waszych rodziców, to wam się nie opłaci.

- Przepraszam. Mam osiemnaście lat, a on jest pod moją opieką. Mam prawo mu coś postawić. - Oznajmiła.

- To zadzwonię na policję.

- Koleś, weź się nie wygłupiaj. - Wtrącił Rex. - Otwórz te drzwi. - Facet nie zwrócił na to uwagi, tylko odszedł. Śledziłam mojego chłopaka, który ruszył przed siebie w towarzystwie swojej nowej przyjaciółki. Trzymałam się od nich w bezpiecznej odległości. Nagle zauważyłam, że skręciła, pomachała mu i zostawiła go samego. Weszła do jakiegoś domu. Rex szedł dalej chodnikiem, lekko się chwiejąc. Nie prosto, raczej na ukos. Raz w prawo, raz w lewo. Podbiegłam do niego, gdy upadł i uklęknął na ziemi.

- Rex! Nic ci nie jest? - Podniósł głowę i spojrzał na mnie. Wyczułam od niego silny zapach alkoholu.

- Ty? Zostaw mnie. - Rozkazał. Mimo wszystko chwycił moją dłoń, abym pomogła mu wstać.

- Co ty wyprawiasz? - Spytałam. Milczał. Ruszył dalej. Dorównałam mu kroku. - Pomogę ci. - Złapałam go pod ramię.

- Powiedziałem, zostaw mnie. Chcę być sam.

- Ech... - Westchnęłam. Nie podobało mu się, że go prowadzę.

- Muszę być sam... - Powtarzał. Dochodziliśmy do Providence. - Nie. Nie tam.

- A gdzie? Przecież tu jest twój dom.

- Szósty nie może mnie zobaczyć w takim stanie...

- To gdzie mam z tobą pójść? - Spytałam. Wtedy przypomniałam sobie o tym blondynie. - A ten twój kolega? Pamiętasz jak do niego trafić? - Po chwili znaleźliśmy się pod domem Noah. Zadzwoniłam do drzwi.

- Circe? - Zdziwił się. - Co wy...

- Możemy wejść? - Spytałam z nadzieją. Cały czas podtrzymywałam Rexa, który ledwo co trzymał się na nogach.

- Wchodźcie, wchodźcie. - Weszliśmy, a ja posadziłam Rexa na kanapie. Zmusiłam go w końcu, aby się położył. Gdy już zasnął, Noah przykrył go kocem.

- Pozwól do kuchni. - Powiedział szeptem. Wyszłam za nim.

- O co chodzi?

- Jak to o co chodzi? - Spytał już normalnie. - Rex jest pijany.

- Nie zauważyłam. - Prychnęłam do niego. Westchnęłam. - Co miałam zrobić?

- Jak to się stało?

- Ech... to długa historia. Dowiedział się, że go zdradzam, wyszedł i się upił.

- Dobra. Możesz spać w fotelu.

- Ok. - Zeszłam na dół.

Noah poszedł do siebie. Usiadłam, przykryłam się kocem, który dał mi Noah i zasnęłam. Było już trochę późno. Miałam tylko nadzieję, że rano porozmawiam z Rexem i wszystko już będzie między nami ok. Powoli zaczynałam żałować tego, że pogodziłam się z Caesarem. A najbardziej tego, że się w nim zakochałam. A może tylko zauroczyłam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz