niedziela, 10 lutego 2013

ROZDZIAŁ 19 „Moja praca to piekło!”

Narracja Rebecca

Wstałam około 4:00 rano. Całą noc nie mogłam spać. Dokuczały mi straszne bóle głowy. Raz nawet udało mi się zasnąć, ale obudziły mnie krzyki Beverly. Śnił jej się koszmar. Rozumiałam ją. Sama miałam ostatnio złe sny. Głównie o Szóstym. Przykryłam ją kołdrą i głaskałam po bladych ze strachu policzkach aż zasnęła. Gdy w końcu wróciłam do łóżka, usłyszałam dźwięk alarmu. Mało co nie dostałam zawału. Czerwone światło rozeszło się po moim pokoju w mgnieniu oka i zaczęło razić mnie w oczy. Głowa bolała mnie bardziej niż przedtem.

Wstałam, ubrałam się i poszłam do centrum dowodzenia. Jako, że było tak wcześnie nie spodziewałam się iż zastanę Rexa w sali treningowej. I to bez Szóstego. Chyba po raz pierwszy nie musiałam go zmuszać do treningu. Weszłam do dużego pomieszczenia, z białymi ścianami. Zabójcze machiny robiły co do nich należy. Zamyśliłam się i zamiast stanąć w drzwiach, weszłam na środek sali. Nagle wysunęły się wielkie, ostre, metalowe kolce. Jeden z nich prawie przebiłby mnie w połowie, gdyby nie to, że Rex wygenerował plecolot i zabrał mnie na bok. Myślałam, że dostanę zawału. Serce podeszło mi do gardła i waliło tak mocno, że wydawało mi się iż to pod jego wpływem tak drżę. Rex puścił mnie. Stanęłam przed nim i spojrzałam w jego przerażone oczy.

- Zwariowałaś?! – Wykrzyczał mi prosto w twarz. Nie wiedziałam co odpowiedzieć,  a nawet gdyby to nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Po prostu odwróciłam się i wyszłam. Nie miałam ochoty na kłótnie z Rexem. Przez ostatnie kilka dni wszystko mnie denerwowało. Jednak najbardziej wkurzyło mnie pytanie Rexa, które dokładnie brzmiało tak „Rozumiem że jesteś przed okresem, ale nie musisz się na wszystkich wyżywać”. Miałam ochotę przyłożyć mu w twarz, ale na szczęście się powstrzymałam.

Ruszyłam do laboratorium. Gdy podeszłam do mojego biurka był tam niemały bałagan. A przecież wczoraj sprzątałam zanim poszłam spać. Rex wszedł za mną. Nie zdziwiło mnie to Było widać, że się o mnie martwi. Ja sama wiedziałam, że dzieje się ze mną coś niedobrego.

- Sorki, szukałem bandaży. – Powiedział ze skruchą, łapiąc się za tył głowy. Zawsze tak robił kiedy czuł się zakłopotany. Westchnęłam i zaczęłam sprzątać. Zbierając papiery, trąciłam niechcący dłonią, biały kubek z resztką kawy i zalałam mój raport. Oczywiście Biały się o niego upomniał. Rozkazał mi napisać go od nowa. Rex nie odstępował mnie na krok. To było irytujące. Gdzie się nie ruszyłam, on szedł za mną. Kilka razy na niego wpadłam i zawsze coś przy tym niszczyłam. W laboratorium miałam dużo pracy. Potrzebowałam spokoju i ciszy. Ale mówić do nastolatka to jak grochem o ścianę. Prosiłam, nalegałam, ale on się uparł, że będzie mnie pilnował.

- Zostaw mnie wreszcie w spokoju! – Krzyknęłam. – Mam cię dość! – Nie wiedziałam czemu to powiedziałam. Jedno było pewne. Moje słowa go zabolały, co sprawiło iż zrobiło mi się głupio i przykro. Patrzyłam na niego. Posmutniał i odwróciwszy się wyszedł. Chciałam go zatrzymać, ale musiałam się wziąć za ten raport. Nie zniosłabym kolejnej nieprzespanej nocy. To by była moja czwarta.

Bóle nie ustawały, w dodatku byłam tak zmęczona, że oczy same mi się zamykały. Siedziałam patrząc to w ekran monitora, to na zalane kartki. Próbowałam coś z nich wyczytać. Szósty podszedł do mnie i oparł się o białe biurko. Uśmiechnął się do siebie.

- Coś cię bawi? – Spytałam podirytowana.

- Jak można być taką niezdarą. – Prychnął. Czy nie widział, że czuję się okropnie. Nie miałam siły na cokolwiek. Myślałam, że zaoferuje mi pomoc, ale nie. Naśmiewał się ze mnie na swój sposób. Nakrzyczałam na niego. Przez to poczułam się jeszcze gorzej. Gdy skończyłam pisać raport, chciałam go wydrukować, ale w drukarce nie było tuszu. Musiałam po niego pójść do składzika.

Wyszłam na korytarz i wcisnęłam guzik windy. Czekałam chwilę i dopiero po dłuższym, czasie zobaczyłam na ścianie karteczkę z napisem: „WINDA NIE DZIAŁA”. Zerwałam i zmięłam papier. Ruszyłam schodami na dół. Szłam patrząc w dół i uderzyłam głową o starą rurę grzewczą. Ze złością uderzyłam w nią z pięści, ale to tylko sprawiło ból i nieprzyjemne mrowienie. Podeszłam do starej, niemal już „sypiącej się” półki. Przez te emocje, zapomniałam po co tu przyszłam. Zdjęłam z niej pudełko, a ta runęła w kilka sekund. Niby taki nowoczesny budynek, a nie am tu nawet solidnych mebli. Nagle poczułam jak coś łaskocze mnie po ręce. To był nieduży czarny pająk. Zapiszczałam najgłośniej jak umiałam. Strzepałam go z ręki. Mimo iż widziałam, że spadł na podłogę, zaczęłam „tańczyć”, bacznie obserwując czy nie mam go gdzieś na sobie.

Odwróciłam się i zobaczyłam za sobą Szóstego. Uniósł jedną brew. Zatrzymałam się i patrzyłam na niego przez dłuższy czas. Potem jeszcze raz spojrzałam na swój kitel, w obawie, ze ten pająk może gdzieś na mnie być.

- Co to był za taniec? – Spytał Szósty z ironią w głosie.

- Żaden. – Wkurzyłam się na niego. Powinien mi pomóc i mnie pocieszyć,a  nie sobie ze mnie drwić. Znowu. Wyszłam na górę. Idąc korytarzem dotykałam dłonią mojej głowy. Wychodząc ze składzika ponownie uderzyłam o rurę. W dodatku ten wcześniejszy ból dawał mi się we znaki. Wróciłam do laboratorium. Wszystko było tak jak przedtem. Brązowa podkładka i czarny długopis leżały w  lewym rogu biurka. Laptop nadal stał tam gdzie go zostawiłam, tyle że na stole leżał, równo ułożony stos papierów. Spojrzałam na nagłówek i poznałam, że to są słowa mojego raportu. Przypomniałam sobie teraz, że zapisałam wszystko w komputerze. Zauważyłam też, że drukarka miała całkiem spory zapas tuszu. Może powinnam sobie przebadać oczy? Podałam równo ułożony stosik jednemu z agentów i poleciłam, by zaniósł je Białemu.

Poszłam do swojego pokoju i z ciemnobrązowego stolika nocnego wzięłam tabletki na ból głowy. Położyłam się na niebieskiej pościeli. Następnie usiadłam. Rozejrzałam się po pokoju. Wyglądał gorzej niż pokój Rexa. Oczywiście tylko wtedy gdy ma te swoje humory i wszystko zostawia tam gdzie mu się podoba.

Po szarej podłodze walały się moje ubrania. Szafa była otwarta na oścież. W rogu stał biały stół zastawiony brudnymi talerzami i kubkami po kawie. Nie miałam siły żeby posprzątać. Zdjęłam spódnicę i buty. Przebrałam się w białą koszulkę na ramiączkach i rozpięłam stanik. Wyrzuciłam go na środek pokoju i wsunęłam się pod kołdrę. Rozpuściłam włosy, wyprostowałam obolałe nogi i przytuliłam twarz do poduszki. Miałam dość pracy jak na jeden dzień. Zwykle jeszcze byłabym na nogach, bo w końcu, kto idzie spać o 7:00 rano, ale nic mi się nie chciało. Oczy same mi się zamykały. Ból ustępował. Okryłam się dokładnie i zasnęłam. Nagle obudził mnie hałas.

Otworzyłam oczy i ujrzałam przed sobą Rexa, który trzymał w ręce mój stanik. Obok chłopaka stał kosz na pranie. Usiadłam na łóżku. Szatyn zarumienił się i wsadził górną część mojej bielizny pod ciuchy w zielonym koszu. Po chwili wyraz twarzy nastolatka się zmienił. Widząc moją zdziwioną minę, uśmiechnął się i wyszedł. Jeszcze raz spojrzałam na pokój, który lśnił czystością. Wstałam z łóżka i ubrałam się. Zeszłam na dół do pralni.

W całej bazie było jakoś tak ciemno i cicho. Weszłam do łazienki i ujrzałam Rexa siłującego się z plamą po kawie na mojej spódnicy. Nigdy sobie tego nie zapomnę. Dobrze, że była zimna kiedy się nią oblałam. Rex klęczał nad miską z wodą i pocierał materiałem.

- No złaź! Już do jasnej… – Mówił wściekły. Przerwałam mu zanim dokończył ostatnie zdanie.

- Rex, co ty robisz? – - Spytałam zaniepokojona. Podeszłam do niego.

- Pranie. Nie widać? – Warknął. Otworzyłam szeroko oczy. Wyszłam z pomieszczenia. Nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć. Z jednej strony nie musiałam dzisiaj robić prania, a z drugiej nie byłam pewna czy on sobie poradzi. Mimo wszystko chciałam wrócić do pokoju. Agenci dziwnie na mnie patrzyli. Niektórzy kiwali na mnie. Nie miałam pojęcia o co im chodzi. W pewnym momencie Szósty złapał mnie za rękę i zaciągnął do mojego pokoju.

- Co ty wyprawiasz?! – Zbulwersowałam się. Najpierw się ze mnie naśmiewa, potem zabiera mnie gdzieś wbrew mojej woli.

- Nie zapomniałaś o czymś? – Spytał.

Spojrzałam na siebie. Boże… Miałam na sobie tą samą białą bluzkę z dekoltem. Byłam bez spódnicy i wszyscy mogli podziwiać moje czarne koronkowe majtki. Na to miałam zarzucony kitel. Wolałabym zapomnieć o butach. Spaliłam buraka. Szósty westchnął i ruszył do drzwi. Wyszedł. A miałam nadzieję, że chociaż trochę go podniecił mój wygląd.

1 komentarz:

  1. Hej, pisałaś że chciałabyś założyć bloga o Rossie ? I że nie wiesz jak zrobić te zdj w nagłówku. ? ;) Chętnie pomogę, jak jesteś zainteresowana to napisz odp. pod ostatnim postem u nas. ;D

    OdpowiedzUsuń