ROZDZIAŁ 19 „Moja praca to piekło!”
Narracja Rebecca
Wstałam około 4:00 rano. Całą
noc nie mogłam spać. Dokuczały mi straszne bóle głowy. Raz nawet udało
mi się zasnąć, ale obudziły mnie krzyki Beverly. Śnił jej się koszmar.
Rozumiałam ją. Sama miałam ostatnio złe sny. Głównie o Szóstym.
Przykryłam ją kołdrą i głaskałam po bladych ze strachu policzkach aż
zasnęła. Gdy w końcu wróciłam do łóżka, usłyszałam dźwięk alarmu. Mało
co nie dostałam zawału. Czerwone światło rozeszło się po moim pokoju w
mgnieniu oka i zaczęło razić mnie w oczy. Głowa bolała mnie bardziej niż
przedtem.
Wstałam, ubrałam się i poszłam
do centrum dowodzenia. Jako, że było tak wcześnie nie spodziewałam się
iż zastanę Rexa w sali treningowej. I to bez Szóstego. Chyba po raz
pierwszy nie musiałam go zmuszać do treningu. Weszłam do dużego
pomieszczenia, z białymi ścianami. Zabójcze machiny robiły co do nich
należy. Zamyśliłam się i zamiast stanąć w drzwiach, weszłam na środek
sali. Nagle wysunęły się wielkie, ostre, metalowe kolce. Jeden z nich
prawie przebiłby mnie w połowie, gdyby nie to, że Rex wygenerował
plecolot i zabrał mnie na bok. Myślałam, że dostanę zawału. Serce
podeszło mi do gardła i waliło tak mocno, że wydawało mi się iż to pod
jego wpływem tak drżę. Rex puścił mnie. Stanęłam przed nim i spojrzałam w
jego przerażone oczy.
- Zwariowałaś?! – Wykrzyczał mi
prosto w twarz. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, a nawet gdyby to nie
mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. Po prostu odwróciłam się i
wyszłam. Nie miałam ochoty na kłótnie z Rexem. Przez ostatnie kilka dni
wszystko mnie denerwowało. Jednak najbardziej wkurzyło mnie pytanie
Rexa, które dokładnie brzmiało tak „Rozumiem że jesteś przed okresem,
ale nie musisz się na wszystkich wyżywać”. Miałam ochotę przyłożyć mu w
twarz, ale na szczęście się powstrzymałam.
Ruszyłam do laboratorium. Gdy
podeszłam do mojego biurka był tam niemały bałagan. A przecież wczoraj
sprzątałam zanim poszłam spać. Rex wszedł za mną. Nie zdziwiło mnie to
Było widać, że się o mnie martwi. Ja sama wiedziałam, że dzieje się ze
mną coś niedobrego.
- Sorki, szukałem bandaży. –
Powiedział ze skruchą, łapiąc się za tył głowy. Zawsze tak robił kiedy
czuł się zakłopotany. Westchnęłam i zaczęłam sprzątać. Zbierając
papiery, trąciłam niechcący dłonią, biały kubek z resztką kawy i zalałam
mój raport. Oczywiście Biały się o niego upomniał. Rozkazał mi napisać
go od nowa. Rex nie odstępował mnie na krok. To było irytujące. Gdzie
się nie ruszyłam, on szedł za mną. Kilka razy na niego wpadłam i zawsze
coś przy tym niszczyłam. W laboratorium miałam dużo pracy. Potrzebowałam
spokoju i ciszy. Ale mówić do nastolatka to jak grochem o ścianę.
Prosiłam, nalegałam, ale on się uparł, że będzie mnie pilnował.
- Zostaw mnie wreszcie w
spokoju! – Krzyknęłam. – Mam cię dość! – Nie wiedziałam czemu to
powiedziałam. Jedno było pewne. Moje słowa go zabolały, co sprawiło iż
zrobiło mi się głupio i przykro. Patrzyłam na niego. Posmutniał i
odwróciwszy się wyszedł. Chciałam go zatrzymać, ale musiałam się wziąć
za ten raport. Nie zniosłabym kolejnej nieprzespanej nocy. To by była
moja czwarta.
Bóle nie ustawały, w dodatku
byłam tak zmęczona, że oczy same mi się zamykały. Siedziałam patrząc to w
ekran monitora, to na zalane kartki. Próbowałam coś z nich wyczytać.
Szósty podszedł do mnie i oparł się o białe biurko. Uśmiechnął się do
siebie.
- Coś cię bawi? – Spytałam podirytowana.
- Jak można być taką niezdarą. –
Prychnął. Czy nie widział, że czuję się okropnie. Nie miałam siły na
cokolwiek. Myślałam, że zaoferuje mi pomoc, ale nie. Naśmiewał się ze
mnie na swój sposób. Nakrzyczałam na niego. Przez to poczułam się
jeszcze gorzej. Gdy skończyłam pisać raport, chciałam go wydrukować, ale
w drukarce nie było tuszu. Musiałam po niego pójść do składzika.
Wyszłam na korytarz i wcisnęłam
guzik windy. Czekałam chwilę i dopiero po dłuższym, czasie zobaczyłam
na ścianie karteczkę z napisem: „WINDA NIE DZIAŁA”. Zerwałam i zmięłam
papier. Ruszyłam schodami na dół. Szłam patrząc w dół i uderzyłam głową o
starą rurę grzewczą. Ze złością uderzyłam w nią z pięści, ale to tylko
sprawiło ból i nieprzyjemne mrowienie. Podeszłam do starej, niemal już
„sypiącej się” półki. Przez te emocje, zapomniałam po co tu przyszłam.
Zdjęłam z niej pudełko, a ta runęła w kilka sekund. Niby taki nowoczesny
budynek, a nie am tu nawet solidnych mebli. Nagle poczułam jak coś
łaskocze mnie po ręce. To był nieduży czarny pająk. Zapiszczałam
najgłośniej jak umiałam. Strzepałam go z ręki. Mimo iż widziałam, że
spadł na podłogę, zaczęłam „tańczyć”, bacznie obserwując czy nie mam go
gdzieś na sobie.
Odwróciłam się i zobaczyłam za
sobą Szóstego. Uniósł jedną brew. Zatrzymałam się i patrzyłam na niego
przez dłuższy czas. Potem jeszcze raz spojrzałam na swój kitel, w
obawie, ze ten pająk może gdzieś na mnie być.
- Co to był za taniec? – Spytał Szósty z ironią w głosie.
- Żaden. – Wkurzyłam się na
niego. Powinien mi pomóc i mnie pocieszyć,a nie sobie ze mnie drwić.
Znowu. Wyszłam na górę. Idąc korytarzem dotykałam dłonią mojej głowy.
Wychodząc ze składzika ponownie uderzyłam o rurę. W dodatku ten
wcześniejszy ból dawał mi się we znaki. Wróciłam do laboratorium.
Wszystko było tak jak przedtem. Brązowa podkładka i czarny długopis
leżały w lewym rogu biurka. Laptop nadal stał tam gdzie go zostawiłam,
tyle że na stole leżał, równo ułożony stos papierów. Spojrzałam na
nagłówek i poznałam, że to są słowa mojego raportu. Przypomniałam sobie
teraz, że zapisałam wszystko w komputerze. Zauważyłam też, że drukarka
miała całkiem spory zapas tuszu. Może powinnam sobie przebadać oczy?
Podałam równo ułożony stosik jednemu z agentów i poleciłam, by zaniósł
je Białemu.
Poszłam do swojego pokoju i z
ciemnobrązowego stolika nocnego wzięłam tabletki na ból głowy. Położyłam
się na niebieskiej pościeli. Następnie usiadłam. Rozejrzałam się po
pokoju. Wyglądał gorzej niż pokój Rexa. Oczywiście tylko wtedy gdy ma te
swoje humory i wszystko zostawia tam gdzie mu się podoba.
Po szarej podłodze walały się
moje ubrania. Szafa była otwarta na oścież. W rogu stał biały stół
zastawiony brudnymi talerzami i kubkami po kawie. Nie miałam siły żeby
posprzątać. Zdjęłam spódnicę i buty. Przebrałam się w białą koszulkę na
ramiączkach i rozpięłam stanik. Wyrzuciłam go na środek pokoju i
wsunęłam się pod kołdrę. Rozpuściłam włosy, wyprostowałam obolałe nogi i
przytuliłam twarz do poduszki. Miałam dość pracy jak na jeden dzień.
Zwykle jeszcze byłabym na nogach, bo w końcu, kto idzie spać o 7:00
rano, ale nic mi się nie chciało. Oczy same mi się zamykały. Ból
ustępował. Okryłam się dokładnie i zasnęłam. Nagle obudził mnie hałas.
Otworzyłam oczy i ujrzałam
przed sobą Rexa, który trzymał w ręce mój stanik. Obok chłopaka stał
kosz na pranie. Usiadłam na łóżku. Szatyn zarumienił się i wsadził górną
część mojej bielizny pod ciuchy w zielonym koszu. Po chwili wyraz
twarzy nastolatka się zmienił. Widząc moją zdziwioną minę, uśmiechnął
się i wyszedł. Jeszcze raz spojrzałam na pokój, który lśnił czystością.
Wstałam z łóżka i ubrałam się. Zeszłam na dół do pralni.
W całej bazie było jakoś tak
ciemno i cicho. Weszłam do łazienki i ujrzałam Rexa siłującego się z
plamą po kawie na mojej spódnicy. Nigdy sobie tego nie zapomnę. Dobrze,
że była zimna kiedy się nią oblałam. Rex klęczał nad miską z wodą i
pocierał materiałem.
- No złaź! Już do jasnej… – Mówił wściekły. Przerwałam mu zanim dokończył ostatnie zdanie.
- Rex, co ty robisz? – - Spytałam zaniepokojona. Podeszłam do niego.
- Pranie. Nie widać? – Warknął.
Otworzyłam szeroko oczy. Wyszłam z pomieszczenia. Nie wiedziałam co o
tym wszystkim myśleć. Z jednej strony nie musiałam dzisiaj robić prania,
a z drugiej nie byłam pewna czy on sobie poradzi. Mimo wszystko
chciałam wrócić do pokoju. Agenci dziwnie na mnie patrzyli. Niektórzy
kiwali na mnie. Nie miałam pojęcia o co im chodzi. W pewnym momencie
Szósty złapał mnie za rękę i zaciągnął do mojego pokoju.
- Co ty wyprawiasz?! – Zbulwersowałam się. Najpierw się ze mnie naśmiewa, potem zabiera mnie gdzieś wbrew mojej woli.
- Nie zapomniałaś o czymś? – Spytał.
Spojrzałam na siebie. Boże…
Miałam na sobie tą samą białą bluzkę z dekoltem. Byłam bez spódnicy i
wszyscy mogli podziwiać moje czarne koronkowe majtki. Na to miałam
zarzucony kitel. Wolałabym zapomnieć o butach. Spaliłam buraka. Szósty
westchnął i ruszył do drzwi. Wyszedł. A miałam nadzieję, że chociaż
trochę go podniecił mój wygląd.
Hej, pisałaś że chciałabyś założyć bloga o Rossie ? I że nie wiesz jak zrobić te zdj w nagłówku. ? ;) Chętnie pomogę, jak jesteś zainteresowana to napisz odp. pod ostatnim postem u nas. ;D
OdpowiedzUsuń