sobota, 9 marca 2013

ROZDZIAŁ 22

~ Rex ~

Słowniczek:

 No problemo. - Nie ma problemu.


   Holiday zachowywała się bardzo dziwnie. Nikomu nie mówiłem, ale zaczynałem się jej nawet trochę bać. Kto wie co jej przyjdzie do głowy. Czułem, że ta cała sprawa z Szóstym tak ją dobiła, że przestała trzeźwo myśleć. Mimo wszystko postanowiłem z nią porozmawiać. Spróbować jeszcze raz, ale dopiero wtedy kiedy przestanę czuć do niej obrzydzenie.

   Wyszedłem z bazy i nie zważając na zimno ruszyłem pustymi już ulicami Manhattanu. Niebo było usiane gwiazdami, a księżyc rzucał blade światło. Circe ostatnio przestała się spotykać z Caesarem. Unikała go z czego byłem zadowolony. Gdyby zdradziła mnie kolejny raz to... szczerze, nie byłoby do czego wracać. Albo raczej, powrót byłby niemożliwy. Nie mógłbym na nią patrzeć.

   Szedłem powoli rozmyślając nad tym co życie mi dało, a co mi zabrało. Wyszło na to, że ostatnio więcej straciłem niż zyskałem. Cały czas prześladowały mnie ostatnie wydarzenia. Poczułem ciarki na plecach, ale to nie przez myśli, tylko przez pewną moją znajomą.

- Wyrwo, gdzie jesteś? Pokaż się. - Rozkazałem. Dziewczyna wyłoniła się z portalu i stanęła tuż przede mną. Uśmiechnęła się.

- Witaj, Rexiu. - Przywitała mnie.

- O co chodzi? - Zapytałem cofając się.

- Muszę ci powiedzieć coś ważnego. - Podeszła do mnie powoli, a ja się zatrzymałem.

- My raczej już nie mamy o czym rozmawiać. - Zaufałem jej, a ona co? Wróciła do Van Kleissa. Spojrzała mi prosto w oczy i odgarnęła sobie włosy z twarzy. Wydęła usta i chciała mnie pocałować.

- To ci się spodoba... - Szepnęła. Odsunąłem się od niej.

- Wow... zwolnij. - Otworzyła szerzej oczy.

- Wybacz... ja tylko... chciałam ci powiedzieć, że bardzo cię lubię i... - Przerwałem jej.

- Wyrwo, jesteś naprawdę świetną dziewczyną, która czasami może jest trochę dziwna, nieprzewidywalna, niebezpieczna... Nieważne. Jesteśmy przyjaciółmi. Nic więcej. - Wyjaśniłem najdelikatniej jak umiałem.

- Ych! - Warknęła. - Co ona ma czego mi brakuje?! Jest bardziej ludzka, tak?! O to chodzi?! - Wykrzyczała. W jej oczach zobaczyłem błysk, a potem wściekłość.

- Nie, to nie to... - Zacząłem się tłumaczyć, ale nie pozwoliła mi dokończyć.

- Jesteś podły! Mogłeś chociaż dać mi szansę! - Zniknęła w portalu, a ja stałem jak ten ostatni palant, na środku ulicy późnym wieczorem. Całkiem sam. Wcale nie chodziło mi o wygląd. Lubię ładne dziewczyny... jak każdy chłopak, ale ważne jest to kim się jest wewnątrz. Tak mówią. Chociaż ja sam już nie wiem czy to do końca prawda.

   Ruszyłem dalej przed siebie. Ulice były całkiem puste. Jedynie na parkingu obok którego przechodziłem, stał samochód w którym kochała się jakaś para. Uśmiechnąłem się do siebie i poszedłem dalej, aby im nie przeszkadzać. Patrzyłem w chodnik, gdy nagle usłyszałem szloch. Na ławce siedziała dziewczyna. I to nie byle jaka... to była Świerszcz. Podszedłem do niej.

- Wszystko w porządku? - Zapytałem, mimo iż było oczywiste, że nie wszystko jest u niej ok.

- Nie... - Powiedziała łamliwym głosem. Łzy ciekły po jej policzkach. Usiadłem obok mojej przyjaciółki.

- Co się stało?

- Ktoś rozpuścił o mnie taką straszną plotkę... Do tej pory się ukrywaliśmy, ale ostatnio częściej wychodziliśmy na ulice i w miejsca publiczne... - Dłonią ocierała łzy i opowiadała wszystko po kolei. - No i... nie wiem skąd to się wzięło... ale ktoś powiedział, że jestem puszczalska...

- Ej, jeszcze nic strasznego się nie stało. - Pocieszyłem ją. - Jakby cię lepiej poznali to zrozumieliby, że się mylą.

- To nie wszystko... mówią jeszcze, że palę i ćpam... a ja nic takiego nie robię... nigdy...

- Wiem. Przede mną nie musisz się tłumaczyć. - Spojrzałem w jej smutne, zapłakane, zielone oczy. Były już lekko zaczerwienione od płaczu. Objąłem ją ramieniem i przytuliłem.

- I nigdy nie przespałam się z chłopakiem. Nawet nigdy się nie całowałam... tak na poważnie. Wiesz.... z kimś kto naprawdę by mnie kochał.

- Rozumiem, ale jak trafiłaś do Manhattanu? Przecież Hong Kong jest kawał drogi stąd.

- Jechałam tygodniami, ale chciałam w końcu stamtąd uciec.

- A gdzie będziesz mieszkać? - Dopytywałem się. Po prostu miałem obowiązek jej pomóc, gdyby zaszła taka potrzeba.

- Wynajęłam takie małe mieszkanko w bloku. Niedaleko stąd. - Nie zamierzałem się dowiedzieć skąd miała pieniądze. Wolałem jej bardziej nie dołować. Bo gdyby się okazało, że je ukradła, na pewno nie zobaczyłaby w moich oczach takiego politowania, jakie widziała w tamtej chwili.

- Chcesz się przejść... i pogadać? - Wstaliśmy. Uśmiechnęła się niemrawo. - Mamy sporo czasu, bo i tak przegapiłem już swoją porę snu. - Było już po północy. Nie myślałem wtedy o tym jak bardzo byłem zmęczony. Ani nie wspomniałem co u mnie jest nie tak. W tamtej chwili ważna była tylko Świerszcz i to, żaby poczuła się lepiej. 

   Weszliśmy do cichej, przytulnej całodobowej knajpki. Zasiedliśmy przy drewnianym, okrągłym stoliku. W środku był duży tłum jak na tak późną porę. Pachniało tam winem i alkoholem, ale grunt, że mogliśmy się ogrzać. Na dworze wiało chłodem. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Nic nadzwyczajnego, kilka stolików, biało-szary blat przy barze, kremowa podłoga i ciemnobrązowe zasłonki. Na środku każdego stołu stała świeca. Ściany były jasnobrązowe. "Przesadzili z tym kolorem." pomyślałem. Było zdecydowanie za dużo brązu, ale w końcu to nie był mój lokal, a odcienie tam panujące nie umniejszały znaczenia tego miejsca. Przychodziłem tu często, gdy byłem przygnębiony. Nadal lubię tu przebywać.

   W pewnym momencie zobaczyłem coś podejrzanego. Zastanawiałem się: "Co Circe robi w tej knajpce razem ze swoją przyjaciółką o tak późnej porze?" Założyłem, że to jej najlepsza koleżanka, bo nigdy nie poznałem jej znajomych, ani z nikim jej nie widziałem.

   Nastolatka siedziała naprzeciw mojej dziewczyny. Miała blond włosy sięgające do połowy pleców i zielone, albo czarne oczy. Z daleka nie zauważyłem jaki to konkretnie był kolor. Ubrana była w krótkie jasnofioletowe spodenki, zapinane z boku uda na srebrny, gładki, okrągły guziczek, który odbijał światło przeźroczystego żyrandola. Jej top był bladoróżowy i bardzo obcisły. Uwydatniał jej wspaniałe kształty. Czarne, krótkie kozaczki na wysokim obcasie dodawały jej centymetrów. Była lekko opalona.

   Przyjaciółki śmiały się i rozmawiały. W pewnym momencie Circe nieco się zdenerwowała, albo raczej zakłopotała, bo zaczęła się "bawić" swoimi palcami. Patrzyłem na tę sytuację do czasu aż Świerszcz nie pstryknęła mi palcami przed nosem.

- Wybacz. - Powiedziałem spuszczając wzrok.

- Nic nie szkodzi. Ale... czy coś się stało?

- Nie. Nic. A wracając do tej sprawy w Hong Kongu to... nie przejmuj się. Oni nie wiedzą co mówią. - Uśmiechnęła się lekko i podniosła na mnie wzrok. Dotknęła moich dłoni, które leżały swobodnie na blacie.

- Dziękuję. - Odwzajemniłem jej gest i pogłaskałem jej rękę. Następnie jeszcze raz obejrzałem się na Circe. Otworzyłem szeroko oczy. Nie mogłem uwierzyć w to co zobaczyłem. Czułem jakby mój świat się zawalił. Circe całowała się ze swoją koleżanką. Patrzyłem przez dłuższą chwilę. Blondi przeciągała namiętny buziak. Miałem serdecznie dość.

- M-muszę iść. - Oznajmiłem Świerszcz i wstałem.

- Nie. Czemu? - Zapytała ze smutkiem. Również wstała i chwyciła moją dłoń nie chcąc mnie puścić.

- Nieważne. To... osobiste. - Tylko taka odpowiedź przychodziła mi teraz do głowy.

- Odprowadzisz mnie? - Z nadzieją w głosie.

- Jasne. - Tak naprawdę nie miałem najmniejszej ochoty nigdzie iść. Fakt, że Circe mnie zdradziła... i to z dziewczyną, był nie do przyjęcia. Razem ze Świerszcz wyszedłem na zewnątrz. Nie przeszkadzał mi deszcz, który akurat zaczął padać. Widząc iż po chwili dziewczyna zaczęła się trząść, zdjąłem swoją bluzę okryłem ją nią.

- Rex, powiedz mi co się stało. - Poprosiła widząc moją smutną minę. Nie odpowiedziałem, przez co ona się zasmuciła. Krzaki, drzewa, domy, bloki i drogi "tonęły" w ulewie. Przemokłem do suchej nitki. Na szczęście dochodziliśmy już do bloku w którym mieszkała Świerszcz. Miał on cztery piętra, był szaro-niebieski, a jego okiennice były białe. Weszliśmy do środka. Ściany były żółte i blade, a podłoga wyłożona panelami koloru ciemny brąz.

   Gdy mieliśmy się żegnać, akurat na parter zjechała szara winda, do której zostałem mimowolnie wciągnięty przez moją towarzyszkę. Drzwi się zamknęły, gdy dziewczyna wcisnęła biały guzik z czarnym numerem trzy.

- Naprawdę nie mogę zostać. - Powiedziałem.

- Odprowadzisz mnie tylko do pokoju. - Wyjaśniła. - Dobrze? - Poprawiła się, gdyż jej pierwsza wypowiedź brzmiała jak rozkaz.

- Ok... - Westchnąłem.

- Chyba że, to dla ciebie kłopot, to możesz wracać. - Zaproponowała.

- Nie, nie. No problemo. - Gdy winda dotarła na trzecie piętro, gwałtownie się zatrzymała. Świerszcz upadła na mnie, a ja zareagowałem chwytając ją w talii, aby się nie przewróciła. Strzeliła buraka. Patrzyłem na jej twarz nie wiedząc co mam zrobić.

- Eee... Rex? Możesz mnie już puścić. - Oznajmiła i wtedy oprzytomniałem. Puściłem ją i wyszedłem za nią z windy. Ruszyliśmy do jej pokoju. Po chwili stanęliśmy pod drzwiami. - Rex... - Zwróciła się do mnie dziewczyna. - Dziękuję ci... to... wiele dla mnie znaczy. - Przyznała. Jeszcze nie wiedziałem konkretnie o co jje chodziło, dopóki nie dopowiedziała reszty. - Dziękuję, że mnie pocieszyłeś i że jesteś teraz przy mnie.

- Nie ma sprawy.

- A co tam u ciebie? - Zmieniła temat. - Jak tam ci idzie z Circe? - Widać nie dobrała dobrze tematu. Posmutniałem.

- Ech... - Westchnąłem. - Cóż. Chcesz wiedzieć czemu wyszedłem z restauracji? - Pokiwała głową na "tak". - Circe mnie zdradziła...

- Co?

- Ze swoją koleżanką. - Przyznałem zaciskając pięści coraz mocniej. Zamknąłem oczy. Niekontrolowanie po moim policzku spłynęła łza. Nagle poczułem delikatną dłoń, która mi ją otarła.

- Nie płacz. Ona nie jest warta twoich łez. Nie zasługuje na ciebie. - Spojrzałem na nią. Widziałem ją we mgle, gdyż łzy nadal mi się gromadziły.

- A kto jest? - Zapytałem z rezygnacją.

- Ja... - Szepnęła. - Ale ja bym cię nigdy nie skrzywdziła. - Pogłaskała mój policzek i rozwarła lekko usta, które "zaczęły się zbliżać" ku mojej twarzy. Próbowałem czytać z jej oczu, lecz je zamknęła. 

   Nie wiedziałem co mam zrobić. "Circe cię zdradziła. Tobie też należy się chwila przyjemności z kimś innym." mówiłem do siebie. Ku zaskoczeniu Świerszcz energicznie przysunąłem ją do siebie. Następnie pocałowałem długo i namiętnie, a ona to odwzajemniła. Gdy wsunęła mi swoją prawą dłoń za spodnie, zacząłem się zastanawiać "Może powinienem jej jednak powiedzieć, że nic  z tego nie będzie?"

7 komentarzy:

  1. Od razu wiedziałam, że Circe pocałuje się z ta dziewczyną. Nie wiem czemu ale miałam takie przeczucie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to raczej było do przewidzenia

      Usuń
    2. Według mnie Rex nie potrzebnie ją zwodzi. W końcu to jego przyjaciółka, a ten sposób ją skrzywdzi.
      To wszystko jest poplątane. Coraz mniej mi się to wszystko widzi. Ten blog będzie kolejnym niewypałem na liście blogów nadających się jedynie na śmietnik. Przykro mi, ale taka jest prawda. Skoro nie masz lepszych pomysłów to lepiej nie pisz w ogóle i wróć dopiero wtedy kiedy zmądrzejesz. Są pewne zasady, które ty naginasz non stop, przez co coraz niechętnie czytam to opowiadanie.

      Usuń
    3. No to masz problem.

      Usuń
    4. To nabiera sens dopiero wtedy, gdy zapali się Marychę i popije kompotem z trujących grzybków. A tak po za tym, to sobie tą uwagą dupę podetrzyj.

      Usuń
  2. Zagmatwane to twoje opowiadanie. Wszyscy tylko się zdradzają, bzykają, całują i kłócą.
    Czytając to, odnoszę wrażenie, jakbyś pisała to na haju.
    Nie wiem, może jesteś niewyżyta seksualnie i odreagowujesz pisząc to... moja rada: pisz sobie do woli, ale lepiej tego nie publikuj.
    Albo zacznij pisać pornole.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wejdźcie na mojego bloga http://generatorrexinnahistoria.blogspot.com/ A i Sylwia mi mówiła, że zapomniała hasła więc już nie będzie ciągnęła tej historii. (JEJ PRZYJACIÓŁKA Z TEJ STRONY) Ja też piszę o Rexie. Tylko że u mnie nie ma takich wątków jak no wiecie... REX RULES! http://generatorrexinnahistoria.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń